środa, 4 grudnia 2013

Elapsje i uczucia - "Błękit szafiru" Kerstin Gier

O istnieniu Kerstin Gier dowiedziałam się dopiero, gdy rok temu w lecie szukałam w księgarni prezentu urodzinowego... dla siebie (tak, nie ma to jak zdrowy egoizm :) ). Wpadły mi wtedy w ręce dwie, wydawałoby się, interesujące pozycje - Zapomniane oraz Czerwień rubinu. O ile książka Cat Patrick niezbyt przypadła mi do gustu, Czerwień... uznałam za fenomen. Po niezwykle przyjemnej lekturze zaczęłam poszukiwania II tomu i tak na moją półkę trafił Błękit szafiru, o którym dziś mowa.

W tej części po raz drugi spotykamy się z Gwendolyn Shepherd i jej zakręconą rodzinką - zawsze poważną babką Lady Aristą, nieco roztrzepaną ciocią Maddy, irytującą kuzynką Charlottą, ciotką Glendą, mamą Grace oraz rodzeństwem - Nickiem i Caroline. Ostatnio w ich domu atmosfera jest nieco bardziej napięta niż zwykle - okazuje się, że Charlotta - domniemana nosicielka genu podróży w czasie, od dzieciństwa uczęszczająca na lekcje fechtunku, historii i innych "fascynujących"  rzeczy - wcale nie jest nikim wyjątkowym, a wcześniej wspomniany gen odziedziczyła... Gwen. Akcja Błękitu... zaczyna się kilka dni po tym odkryciu, główna bohaterka nadal ma mętlik w głowie (kto by nie miał?) - nie tak dawno była normalną nastolatką, której największym zmartwieniem było to, co zje na obiad, a teraz w trybie przyspieszonym musi nauczyć się wszystkiego, czym Charlotta zajmowała się przez lata, a nie jest to proste. W dodatku Gwendolyn jest po uszy zakochana w Gideonie, który wysyła sprzeczne sygnały - raz rzuca ją na sofę, namiętnie całując, później patrzy na nią wzrokiem, który mógłby zabijać albo w ogóle jej unika. Do tej listy można dopisać myślenie o Zielonym Jeźdźcu, o którym mówiła jej Lucy (w rozwiązaniu tej zagadki pomagają Gwen Leslie, najlepsza przyjaciółka, i spotkany w przeszłości dziadek), osiemnastowieczne przyjęcie, na którym ma bliżej poznać przerażającego hrabiego de Saint Germain oraz pewien demon przypominający kota - Xemerius (jego komentarze każdego rozłożą na łopatki!), który nie odstępuje Gwendolyn na krok. Dużo tego, prawda?

Z przyjemnością mówię, że Błękit szafiru był może nie świetną, ale zapewne bardzo dobrą lekturą - na pewno zalicza się do kategorii tych, od których bardzo trudno się oderwać, bo akcja szybko wciąga czytelnika i nie chce wypuścić, dopóki nie dotrze się do ostatniej strony. Co jeszcze mi się podobało? Niesamowite opisy - wszystko, dosłownie wszystko, mogłam sobie wyobrazić - grę na skrzypcach Gideona, kawiarnię, w której Gwen była ze swoim dziadkiem i gdzie przesiąkła zapachem cygar, sukienkę, którą miała na sobie, wygląd siedziby Strażników... W moim przypadku coś takiego naprawdę rzadko się zdarza, więc jestem pełna podziwu dla Pani Gier.

Teraz czas na minusy, a właściwie jeden minus, ale za to dość poważny: drażnili mnie... bohaterowie. I to zarówno Gwendolyn, Gideon, jak i Charlotta. Gwen była moim zdaniem kreowana na... za bardzo głupią. Wiem, że autorce chodziło głównie o to, żeby wywołać uśmiech na twarzy czytelnika, ale chwilami wydawało mi się to za bardzo naciągane - główna bohaterka pomyliła słowa konspiracyjne i inspiracyjne, nie wiedziała, co to jest herezja... Szkoda słów. Co do Gideona - irytował mnie swoim popadaniem ze skrajności w skrajność - pisałam o tym dwa akapity wcześniej. No i została jeszcze Charlotta - ten typ człowieka denerwuje mnie zawsze i od zawsze - i w książce, i w życiu. Ktoś kto się wywyższa, myśli, że jest lepszy od innych, a do tego jeszcze ten kpiący uśmieszek na twarzy - okropność. Jednak w tym przypadku jestem skłonna to wybaczyć, bo zdaję sobie sprawę (a przynajmniej tak mi się wydaje), że był to zabieg zamierzony, że autorka dążyła do tego, żeby Charlotty nie znosił każdy, więc nie zwracałam na to tak bardzo uwagi, ale musiałam o tym wspomnieć.

Podsumowując: książkę naprawdę mogę polecić każdemu miłośnikowi fantastyki w wydaniu młodzieżowym, uznacie tę pozycję za idealną, jeżeli tylko nie jesteście przewrażliwieni na punkcie bohaterów - myślę, że Wam nie powinni oni przeszkadzać tak bardzo jak mi. Błękit... oceniam dość wysoko (może w tym momencie zaprzeczam samej sobie), ale nie sądzę, żebym zawyżyła swoją notę. Miłego czytania!

Ocena: 7/10

Książka bierze udział w wyzwaniu:

34 komentarze:

  1. Czytałam już recenzje tych książek i każdy pisze, że Gwen jest za głupia i że drażni, dlatego ja podziękuję za tą serię. Trzeba jednak przyznać, że okładki są obłędne *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. Okładki są śliczne! To trzeba przyznać. Jednak chyba podaruję sobie tę serię. Wolę wydać pieniądze na coś bardziej hm.. wciągającego.

    Pozdrawiam i czekam na kolejne recenzje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się co do okładek, a w kwestii wydawania pieniędzy, to wiadomo - każdy wydaje na to, co najbardziej chce mieć na swojej półce :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. A ja z utęsknieniem czekam, aż dorobię się trzeciego tomu :) Drugi był genialny jeśli idzie o fabułę, a w kwestii Gwen - cóż, chyba naprawdę udało mi się zdystansowac do literatury młodziezowej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również, zakończenie było takie, że "Zieleń..." koniecznie muszę przeczytać :)

      Usuń
  4. O ile pierwsza część mnie nie zachwyciła, przy drugiej byłam zdecydowanie zauroczona :) W kwestii bohaterów trochę racja, ale nie jest to jakieś znowu rażące.
    xo, A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i nie jest rażące, ale ja jestem ostatnio przeczulona na tym punkcie :)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Gdyby chciało się przeczytać wszystkie książki, to by życia nie starczyło - trzeba robić selekcję :)

      Usuń
  6. Nie, zdecydowanie nie dla mnie, chociaż okładki są piękne...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem bardzo ciekawa tej serii ; )

    OdpowiedzUsuń
  8. Tą serię chciałam przeczytać, od pierwszej recenzji-okładki, jak i opis mnie do tego mocno zachęciły. Jednak do dziś tego planu nie zrealizowałam.
    Moim zdanie w szukaniu dla siebie prezentu nie ma nic egoistycznego. Sama tak robiłam kilka razy-była to wymówka przed samą sobą na to, ze znów kupuję jakieś książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również stosuję taką wymówkę :P

      Usuń
  9. Jeśli zaciekawi mnie pierwszy tom, to skuszę się na drugi :)
    Choć Twoja recenzja jest bardzo zachęcająca.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy jest nieco lepszy, ale i drugi dobrze się czyta :)

      Usuń
  10. Wiesz, nie słyszałam o tej książce (aż się zaskoczyłam) ale widzę,że jest to coś dla mnie!
    Wspaniała recenzja :) Zachęciłaś mnie i z niecierpliwością będę poszukiwać jej lub ją kupię :3
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że znalazłaś coś dla siebie i dziękuję za miłe słowa :)

      Usuń
  11. Sama nie wiem. Z jednej strony motyw podróży w czasie niesamowicie mnie interesuje, a z drugiej... irytujący bohaterowie mnie przerażają. A irytujący główni bohaterowie to coś, czego staram się unikać, jak ognia. Muszę to sobie jeszcze dokładnie przemyśleć :)
    Pozdrawiam ciepło,
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że chociaż pierwszy tom możesz spokojnie przeczytać, bo Gwen i Gideon w "Czerwieni..." mnie nie denerwowali :)

      Usuń
  12. Okładka jest piękna, tytuł ciekawy, a treść zachęcająca, więc może kiedyś się skuszę :)

    Zapraszam do siebie:
    http://my-pretty-little-library.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie ma co - książka warta przeczytania! :)
    Lubię młodzieżówki z czymś więcej!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się z Tobą zgadzam, Mała Pisareczko :)

      Usuń
  14. Muszę się zgodzić, choć uwielbiam serię, że bohaterowie nie są jej najmocniejszą stroną. Ale tak jak Ty zawsze sądziłam, że głupota Gwen to zamierzony efekt, a Gideon on miał być lekko arogancki i niezdecydowany. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale mam nadzieję, że w III tomie Gwen nieco zmądrzeje :)

      Usuń
  15. fantastyka młodzieżowa jest rewelacyjna.

    Oczywiście obserwuję Cie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, każdy nowy czytelnik uskrzydla mnie i dodaje chęci do dalszego pisania :) I tak, również uwielbiam fantastykę młodzieżową :)

      Usuń
  16. Nie podobała mi się ta seria, denerwowali mnie bohaterowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja serię lubię, ale w II tomie Gwen i spółka rzeczywiście byli irytujący...

      Usuń
  17. "Trylogia Czasu" to jedna z moich ulubionych serii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie jest moją ulubioną, ale podoba mi się :)

      Usuń

1 komentarz to 1 uśmiech na mojej twarzy, więc dziękuję ogromnie za pozostawienie po sobie śladu :)