wtorek, 16 września 2014

Gdy nigdzie nie jest bezpiecznie - "Kłamstwo doskonałe" Sary Shepard

Czwarty tom nowej serii Sary Shepard The Lying Game.


Żyłam w przekonaniu, że moja rodzina jest bliska ideałowi, jednak okazało się, że jest zupełnie inaczej. Moi rodzice strzegą sekretu, który może mieć związek z moją śmiercią. Jak daleko się posuną, by prawda nie wyszła na jaw? Mnie już nikt nie skrzywdzi, ale jest przecież Emma… Jeśli nie będzie ostrożna, historia może się powtórzyć.

The Lying Game to nowa seria Sary Shepard, autorki bestsellerowych Pretty Little Liars. Ekscytujące powieści o intrygach, sekretach i kłamstwach zdobyły rzesze fanów na całym świecie, a na ich podstawie nakręcono popularne seriale telewizyjne.
źródło: tył okładki




Dla tych, którzy jeszcze nie czytali...
Po lekturze poprzedniego tomu wydawałoby się, że akcja naprawdę nie może być już bardziej zagmatwana... Czytelnicy przez kilka miesięcy byli trzymani w niepewności - czy to możliwe, żeby Laurel okazała się morderczynią? Pewnie niektórzy już przed premierą Kłamstwa doskonałego zdążyli odpowiedzieć sobie na to pytanie twierdząco, ale nie zapominajmy, że mamy do czynienia z Sarą Shepard - mistrzynią gry pozorów, w której świecie nic przecież nie jest takie, jakim się na pierwszy rzut oka wydaje! Dlatego pewnie nie zdziwicie się zanadto, jeśli Wam powiem, że to nie Laurel odegra tym razem pierwsze skrzypce, jednak na razie nie zdradzę nic więcej. 

Warto zwrócić uwagę na dwóch bohaterów: Sutton i Ethana, ponieważ oboje w czwartym tomie The Lying Game bardzo się zmienili. Chłopak Emmy, wcześniej nieśmiały samotnik wieczorami patrzący w gwiazdy, teraz jest przebojowym chłopakiem, który potrafi się ubrać, być zabawny i z którym w dodatku nagle chce się umówić cała damska część Hollier High - o takim Ethanie aż się czyta przyjemniej ;) Natomiast jeśli chodzi o bliźniaczkę Emmy, to teraz, wnioskując po większości jej wypowiedzi, zastanawiam się, jakim cudem była królową szkoły i przewodniczącą klubu Gry w kłamstwa? Mnie wydaje się nieco zagubioną, ale jednak dobrą dziewczyną - no cóż, może to jednak prawda, że człowiek ma wiele twarzy.

Jeśli już mówimy o bohaterach, to muszę powiedzieć, że wszystkich czeka pozytywne zaskoczenie, ponieważ w Kłamstwie doskonałym mamy wreszcie okazję poznać babcię Mercer - nieco zaborczą Lisicę 70+, jak głosi tablica rejestracyjna jej auta. Chociaż matka Teda Mercera to postać epizodyczna (a tak się przynajmniej na razie wydaje), to wnosi do akcji pewien powiew świeżości.

Natomiast jedną z dwóch widocznych wad jest to, że podejrzani o dokonanie morderstwa Sutton zmieniają się po prostu... za szybko. Książka ma niecałe 300 stron i 3 podejrzanych na celowniku - nie wydaje się Wam, że to trochę za dużo? Co gorsza, cała trójka jest bardzo blisko związana z Sutton/Emmą, przez co nasza główna bohaterka jest kłębkiem nerwów i nie może spać po nocach.


A jeśli masz już tę książkę za sobą...
Czy nie odnosicie wrażenia, że tym razem pani Shepard skupiła się tylko na garstce bohaterów, resztę odsuwając w cień? Mam na myśli to, że podczas gdy praktycznie cały czas czytamy o Laurel, Thayerze i panu Mercerze, to Mads, Char i Twitterowe Bliźniaczki zostają potraktowane po macoszemu i  tak naprawdę nie odgrywają wielkiej roli (oczywiście, nie licząc sekretnego balu Hollier). To jest właśnie ta druga wada, może nie aż tak bardzo rażąca, ale mnie rzuciła się w oczy.

Ponadto bardzo zaskoczyły mnie powiązania rodzinne Sutton/Emmy z Mercerami - myślałam, że spadnę z fotela, gdy przeczytałam, że Sutton i Emma to tak naprawdę wnuczki państwa Mercerów, a Becky (alias Raven) to ich dziecko. Jednak zastanawia mnie jedna rzecz - dlaczego Becky nie powiedziała rodzicom, że ma jeszcze jedną córeczkę, dlaczego nie przywiozła jej do Teda i Kristin, gdy macierzyństwo jej się znudziło i postanowiła porzucić małą Emmę? Miejmy nadzieję, że wszystko wyjaśni się w V tomie, bo to nie daje mi spokoju...

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że ani przez chwilę nie wierzyłam w to, że to Laurel zamordowała siostrę -  największy moment zawahania miałam w momencie, gdy Emma znalazła w pokoju młodszej panny Mercer zakrwawioną rakietę tenisową - mimo że przecież wiedziałam, że takie rozwiązanie byłoby po prostu za proste, to jednak przez chwilę w nie wierzyłam. Na szczęście okazało się, że to nie Laurel jest osobą, przez którą Sutton nie dożyła swoich 18. urodzin. A ja nadal nie mam pomysłu, kto to mógł być...

Podsumowując: Kłamstwo doskonałe pochłonęłam w jeden dzień - wartka akcja sprawiła, że nawet nie zauważyłam, kiedy dotarłam do ostatniego rozdziału. Jednak zważając na minusy, które wcześniej wymieniłam, po prostu nie mogłam ocenić tej powieści na maksymalną liczbę punktów. Ale spokojnie, jeszcze przecież dwa tomy przed nami :)

Ocena: 8/10


Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Otwarte


wtorek, 1 lipca 2014

Podwójna porcja Sary Shepard: "Nigdy przenigdy"&"Pozory mylą"

 Nigdy przenigdy
Niewiele pamiętam ze swojego życia, pozostały zaledwie przebłyski wspomnień. Wiem jedno: nie tak dawno miałam wszystko - wspaniałych przyjaciół, cudownego chłopaka i kochającą rodzinę. Teraz Emma, moja siostra bliźniaczka, zajęła moje miejsce i desperacko próbuje rozwikłać zagadkę mojego zniknięcia. Jednak czuje, że ktoś śledzi każdy jej ruch...

Pozory mylą
Dwa miesiące przed moim zniknięciem zaginął słuch o Thayerze – chłopaku, w którym podkochiwała się Laurel. Nie mam pojęcia, co się z nim stało, ale myślę, że to była moja wina. Niestety nie mogę cofnąć czasu. Jestem martwa, a Emma, moja siostra bliźniaczka, udaje mnie, żeby dowiedzieć się, kto mnie zabił. Powrót Thayera sprawia, że na jaw wychodzą kolejne tajemnice...
źródło: tył okładek


Dla tych, którzy nie czytali...
Emma ciągle bawi się w śledczego, poszukując mordercy Sutton, jednak gdy już wydaje się, że jego tożsamość jest znana, kolejne sekrety panny Mercer wychodzą na jaw, a wszystkie teorie burzą się jak domek z kart... Pod tym względem (i pod wielu innymi) Sara Shepard jest naprawdę niezła - perfekcyjnie wodzi czytelnika za nos, wmawia mu coś, co nie jest prawdą, gra na jego emocjach. Dzięki temu nowa seria autorki jest równie nieprzewidywalna co Pretty Little Liars (jeśli nie bardziej!). Ponadto, z każdym kolejnym tomem The Lying Game główni bohaterowie stają się coraz bardziej złożeni - mam na myśli to, że możemy obserwować ich zachowania w różnych sytuacjach, w których stawiani są w różnym świetle... Taki zabieg naprawdę mąci czytelnikowi w głowie, co jeszcze bardziej wciąga w lekturę... Jedyna rzecz, która mi przeszkadzała to to, że momentami wszystko za bardzo kręci się wokół luksusowych ciuchów i kosmetyków (co w umiarkowanej ilości idealnie dopełnia całość, a nawet jest charakterystyczne dla stylu Shepard. Takie wstawki są miłym przerywnikiem od właściwej akcji, uwielbiam te jej opisy! To tak jak lukier na pączku: gdy jest, to pączek jest idealny, a jeżeli nie ma - to jest dobry, ale czegoś  mu brakuje...). W dodatku dziewczyny z paczki Emmy, w tym sama Emma, są momentami potwornie naiwne, ale równie często wykazują się inteligencją, więc bilans wychodzi na zero.

A jeśli masz już te książki za sobą...
Wprowadziłam tę część, ponieważ czułam, że unikając spoilerów nie jestem w stanie podzielić się z Wami wszystkimi wrażeniami po lekturze - teraz już mogę :)
Pod koniec II tomu naprawdę sądziłam, że to Twitterowe Bliźniaczki zabiły Sutton i świetnie się bawią kosztem Emmy - w sumie, skoro każdemu wydawały się tylko nieszkodliwymi słodkimi idiotkami, to przecież nikt by je o nic nie podejrzewał, prawda? Jednak gdy akcja zaczęła nabierać tempa, wszystko okazuje się tylko kolejnym żartem w ramach Gry w kłamstwa (niestety, choć ja mam nadzieję, że Gabby i Lili są w to wszystko w jakiś sposób zamieszane...). A gdy w następnej części to Thayer miał okazać się mordercą, to znów autorka odwróciła kota ogonem.
Pod koniec Pozorów strasznie spodobał mi się dowcip dziewczyn w opuszczonym domu - już naprawdę myślałam, że zaraz Thayer zadźga nożem Emmę i Ethana ;)
No i ten epilog: teraz znów zaczęłam nabierać podejrzeń w stosunku do Laurel... Chociaż to pewnie znów ma na celu maksymalne poplątanie akcji, a co Wy o tym myślicie? ;)

Dajcie znać w komentarzach, czy podoba Wam się nowa forma recenzji! Czy może powinnam zostać przy starej?

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Jaka naprawdę była największa kłamczucha w Rosewood? - "Tajemnice Ali" Sary Shepard

Czytając książki z serii Pretty Little Liars, stwierdziłam, że to Alison DiLaurentis jest postacią, która od zawsze intrygowała mnie najbardziej.  Była niczym sen albo pustynna fatamorgana, pojawiając się od czasu do czasu we wspomnienia Arii, Emily, Spencer i Hanny. A przecież to od niej wszystko się zaczęło! Tajemnice Ali, prequel PLL, dały mi niepowtarzalną szansę na wniknięcie do umysłu królowej Rosewood High.

Od razu zaznaczam, że jeżeli nie zaczęliście czytać VII tomu Pretty Little Liars, to lepiej ominąć następny akapit i w ogóle nawet nie zaczynać czytać Tajemnic..., bo zamiast przyjemnej lektury otrzymacie jeden wielki spoiler. Ale jeśli przeczytaliście chociaż 50 stron Bez serca, droga wolna :)

Akcja prequelu zaczyna się w dniu wielkiej zamiany miejsc bliźniaczek. Opisano dokładnie jak to się stało, że do Zacisza Addison- Stevens, szpitala psychiatrycznego, trafiła zdrowa na umyśle (jak się wszystkim wydawało) Alison DiLaurentis zamiast jej siostry Courtney. Wszystko było takie proste- wystarczyło tylko ukraść jeden mały pierścionek, żeby stać się w jednej chwili zamienić się z czarnej owcy rodziny w uwielbianą przez wszystkich królową szkoły. Courtney (która od teraz stała się Ali) zdaje sobie sprawę, że prawda nie może wyjść na jaw, więc stara się grać swoją nową rolę jak najlepiej- na dobry początek porzuca swoje dawne przyjaciółki- Riley Wolfe i Naomi Ziegler - i zaprasza do swej paczki cztery niezbyt popularne dziewczyny- Spencer Hastings, Arię Montgomery, Emily Fields oraz Hannę Marin. Wydaje się, że wszystko idzie zgodnie z planem- nikt nie orientuje się, że do szpitala trafiła niewłaściwa bliźniaczka, a Ali może bez przeszkód cieszyć się nowym życiem. Ale do czasu... Po kilkunastu miesiącach od zamiany Courtney zaczyna mścić się na siostrze, nęka ją głuchymi telefonami, grozi jej... Alison zaczyna czuć, że traci grunt pod nogami, a w dodatku na jaw wychodzą tajemnice rodziny DiLaurentisów, które nigdy nie miały prawa ujrzeć światła dziennego... Pewnego słonecznego popołudnia rodzice oznajmiają Ali, że jej siostra wraca do domu: dziewczyna ma nadzieję na pokojowy rozwój sytuacji, no ale cóż, każdy, kto czytał dalsze tomy serii, wie, jak się to skończyło...

Gdzieś przeczytałam, że Tajemnice Ali dostarczają czytelnikowi więcej pytań niż odpowiedzi... I ja zgadzam się z tym w zupełności. Fakt, mamy opisane okoliczności zamiany bliźniaczek, a także (pokrótce) ich wcześniejsze losy, ale pojawiają się też nowe postacie, jak na przykład chłopak Alison. Z jednej strony jest to dobre, bo wiadomo, każdy nowy bohater na swój sposób urozmaica powieść, ale z drugiej: teraz już naprawdę nie mogę wytrzymać do premiery XIII tomu serii, bo może jednak pojawi się tam Nick? Oj, trudno będzie wytrwać aż do połowy lipca.

Najbardziej podobało mi się to, że Sara Shepard dała nam w końcu możliwość wejścia w głowę Ali, czyli osoby, od której zaczął się ten cały galimatias z A. i dziewczynami w roli głównej. To daje nam pełen obraz postaci, która przecież jest bardzo ważna w tej wielkiej układance, której rozwiązaniem jest tożsamość tajemniczego prześladowcy. Mamy tutaj dwa obrazy Alison: niby idealnej i radzącej sobie ze wszystkim, ale też zimnej i złośliwej królowej szkoły oraz zwykłej dziewczyny, która także ma problemy i miewa chwile słabości. A Ali przecież miała kłopoty, i to poważne- w końcu nie każdy jest zmanipulowany przez swoją siostrę do tego stopnia, że trafia przez nią do psychiatryka. Myślę, że prequel pozwolił trochę uczłowieczyć pannę DiLaurentis i sprawił, że powieść zyskała ciekawy wątek psychologiczny.

Nie można również zapomnieć o pozostałych członkach rodziny DiLaurentisów- mimo że są to postaci drugoplanowe, również można dowiedzieć się o nich kilku nowych rzeczy, a także zyskać odpowiedź na pytanie: Jak daleko można się posunąć w imię dbania o dobre imię własnej rodziny?

Bardzo spodobało mi się również rozwinięcie i dokładniejsze opisanie wydarzeń, o których do tej pory mogliśmy przeczytać zaledwie po parę zdań w każdym tomie (przyłapanie taty Arii na zdradzie, pocałunek Ali i Emily, impreza w noc zaginięcia...). Chociaż zabrakło mi sprawy Jenny oraz wizyty Ali i Hanny w Annapolis... Podsumowując, bardzo polecam Tajemnice Ali każdemu, kto jest fanem Pretty Little Liars w takim samym stopniu jak ja: zważając na to, po prostu nie mogłam dać tej książce niższej oceny ;)

Ocena: 10/10

*** *** ***
Teraz trochę prywaty ;) Zaczęły się wakacje (no, prawie), więc przez najbliższe dwa miesiące planuję poświęcić się w całości czytaniu, a także obiecuję, że teraz notki będą pojawiały się o wiele częściej, a ja znowu stanę się częstym gościem na Waszych blogach :)