czwartek, 28 listopada 2013

High Five #1 - Moje ulubione okładki książek

Witam, witam :)

High Five! to nowa akcja, w związku z którą na blogu pojawiać się rankingi ulubionych, najlepszych, najbardziej interesujących, bądź najgorszych filmów, gier, postaci itp.
Dzięki temu zarówno czytelnicy mogą poznać bliżej blogerów, jak i blogerzy czytelników, jeśli ci będą chętni na podzielenie się swoimi przemyśleniami i opiniami (pomysłodawcy ).

Przejrzałam listę dostępnych tematów i muszę przyznać, że najbardziej pociągał mnie temat o moich czytelniczych planach na wakacje, ale (niestety) lato mamy już dawno za sobą, także ten motyw mógłby wydać się Wam niezbyt interesujący i nieco nieaktualny... Koniec końców, zdecydowałam się na temat może i nieco oklepany, ale za to bardzo przyjemny dla oka :)



Moje ulubione okładki książek

1. Pragnienie Carrie Jones
Uwaga, przedstawiam niezbity dowód na to, że przysłowie Nie oceniaj książki po okładce nie sprawdza się! Niedługo dodam recenzję Pragnienia w ramach Odkurzania półek, więc nie będę się zanadto rozpisywać odnośnie moich odczuć co do niego, ale coś niecoś  możecie się już domyślić :)
Co do okładki : niby prosta, a jednak ma w sobie coś, co od razu przyciąga uwagę czytelnika... Kolorystyka jest bardzo przyjemna dla oczu, bardzo podoba mi się połączenie czerni z bladością skóry Zary (?), jej ustami, samym tytułem... Grafik się spisał!








2. Błękit szafiru Kerstin Gier
Przedwczoraj skończyłam czytać, więc recenzja w grudniu :)
W ogóle muszę powiedzieć, że wszystkie okładki Trylogii... Gier mnie urzekły. Najbardziej podoba mi się pod tym względem tom III (a najmniej - pierwszy), ale wyszłam z założenia, że będę prezentować tu tylko i wyłącznie książki, których lekturę mam już za sobą, tak więc, drogą eliminacji, II miejsce w moim zestawieniu zajmuje Błękit... Tutaj także cenię sobie świetny dobór barw, jaki i samą modelkę, która kojarzy mi się z nową wersją Królewny Śnieżki... No i obecność mojego ulubionego koloru - granatu - działa zdecydowanie na plus.  







3. Ever - Alyson Noel
Muszę przyznać, że sama książka nie przypadła mi szczególnie do gustu - za dużo skojarzeń ze Zmierzchem, cała historia wydawała mi się płytka, a bohaterowie albo nijacy (Ever) albo zbyt wyidealizowani (Damien - OK, był wampirem, ale bez przesady). Wprawdzie mam na półce II tom, ale tylko dlatego, że zapłaciłam za niego niecałe 3 złote...
Ale za to okładka wręcz hipnotyzuje - największą uwagę przyciągają tulipany, ale oczy Ever i odcień jej skóry idealnie uzupełniają całość... Moja sugestia: blondynka lepiej prezentowałaby się w tej stylistyce, ale i tak okładka jest ponadprzeciętna.






4. Winter - Asia Greenhorn
Moją opinię o debiutanckiej książce pani Greenhorn już znacie (recenzja TUTAJ), więc nie będę po raz kolejny pisać, jak bardzo zawiodłam się na tej książce, bo nie chcę szargać sobie nerwów...
Wydane przeze mnie 45 zł rekomenduje tylko i wyłącznie właśnie okładka - wprawdzie  można się po niej od razu domyślić, o czym będzie cała książka opowiadać, ale przymknę na to oko. Bardzo podoba mi się kontrast (znowu!): biały śnieg, a na nim Winter w kruczoczarnej sukni... Minus: twarz dziewczyny wydaje się przerysowana i nienaturalna, ale to mało znaczący szczegół, który nie wpływa zanadto na całokształt.








5. Pretty Little Liars - Sara Shepard
W tym przypadku miałam naprawdę spory problem: którą okładkę wybrać, skoro w Polsce ukazało się aż 12 części? A sprawy nie ułatwiał mi fakt, że to moja ulubiona seria :) W końcu za najpiękniejszą z dwunastu uznałam oprawę tomu ósmego - Pożądanych. A za co cenię wszystkie okładki? Za prostotę - jeden dominujący motyw na klasycznym białym tle i wkomponowanie w to wszystko tytułu. Nie bez powodu mówi się, że Mniej znaczy więcej.
Jeśli miałabym oceniać oprawę graficzną pozostałych tomów PLL, na pewno na podium znalazłyby się Uwikłane i Bez serca (II miejsce) oraz Zepsute Niewiarygodne (III miejsce).







Zabawne, zawsze sądziłam, że nie lubię wizerunków ludzi na okładkach książek, a tymczasem pierwsze cztery miejsca zajmują książki takie właśnie oprawy... Tyle czasu żyłam w błędzie :)
A jaki jest Wasz ranking najlepszych książkowych okładek?

poniedziałek, 25 listopada 2013

Piekło z innej strony - "Ja, diablica" Katarzyny Bereniki Miszczuk

Z książką Ja, diablica bywało różnie - mam na myśli fakt, że gdy tylko o niej usłyszałam, to bardzo chciałam ją kupić, później mi przeszło, ale pewnego dnia zobaczyłam ją gdzieś w promocji i od razu kliknęłam Dodaj do koszyka, ale... zaczęłam czytać po ponad roku od zakupu. Będąc w połowie trzeciego rozdziału, z jednej strony cieszyłam się, a z drugiej... żałowałam. Cieszyłam się, że dzięki temu, że czytałam tę książkę tak późno, to nie musiałam w napięciu czekać na II tom (bo już wiedziałam, że na pewno będę chciała po niego sięgnąć i był już w księgarniach), a żałowałam tego, że nie poznałam Wiktorii i jej przyjaciół wcześniej... Jednak, jak to mówią, lepiej późno niż wcale :)

Ja, diablica to historia wcześniej wspomnianej przeze mnie Wiktorii Biankowskiej - studentki, jakich wiele. Ma najlepszą przyjaciółkę, kocha się po uszy Piotrusiu, który nie zdaje sobie z tego sprawy, chodzi na imprezy... I to właśnie jedna z takich "zwykłych" imprez zmienia jej życie o 180 stopni. Chociaż obawiam się, że życie nie jest w tym wypadku dobrym słowem, bo... Wiktoria umiera - zostaje zamordowana. I trafia do Piekła. Wydaje się, że gorzej być nie może, prawda? Jednak okazuje się, że nie jest tak źle - Wiki dostaje piękny dom przy plaży i posadę diablicy - jej "koleżanką z pracy" zostaje słynna Kleopatra, ostatnia królowa Egiptu! Jakby tego było mało, główną bohaterką interesuje się pewien niebiańsko przystojny diabeł, Beleth. Jednak Wiktorii to nie wystarcza, bo nie może pogodzić się ze swoją przedwczesną śmiercią - często wraca na Ziemię, chcąc pobyć jeszcze ze swoimi przyjaciółmi, bratem (i Piotrusiem!) oraz odkryć przyczyny swojej śmierci...  A w międzyczasie odkrywa nowy wymiar piekła - zawiera nowe znajomości, targuje się z aniołami o (nie całkiem) niewinne dusze - i dochodzi do wniosku, że Los Diablos jest miejscem o niebo lepszym, niż wszystkim na Ziemi się wydaje.

Nie skłamię, jeśli powiem, że kolejna książka Katarzyny Bereniki Miszczuk (ale pierwsza, z którą miałam styczność) wręcz mnie zauroczyła. Co mi się w niej podobało? Chyba najlepiej zostali wykreowani bohaterowie - diabeł Azazel z zapędami do doprowadzenia świata do zagłady, uwodzicielski Beleth, grający w Simsy Lucyfer, czarująca, rozbrajająca (i momentami irytująca) Kleopatra, no i urocza Śmierć (a raczej powinnam była napisać: urocze - jeśli czytaliście, na pewno wiecie, o co chodzi)... Wierzcie mi, mogłabym tak wymieniać bez końca. Zachwyciłam się również samym Los Diablos - dopracowane w najmniejszym szczególe, opisane tak, że sama chciałabym się w nim znaleźć...

Bardzo doceniam też to, że Ja, diablica jest książką ciekawie napisaną. Weźmy na przykład sam początek - mogłoby się wydawać - nieciekawy, ale też intrygujący: zwykła wizyta w urzędzie, odsyłanie od okienka do okienka (co w tym wydaniu jest nawet zabawne :) ), a w to wszystko świetnie wpleciona liczba 666: majstersztyk! Kolejną zaletą jest nieprzewidywalność - nie domyślałam się na przykład, kto pozbawił życia Wiktorii i z jakiego powodu... Po prostu widać, że Katarzyna Berenika Miszczuk nie dość, że miała świetny pomysł na fabułę, to w dodatku go nie zaprzepaściła, wykorzystując jego potencjał w 666%, co jest rzadkością i tylko świadczy o niewątpliwym talencie tej pisarki.

Nie jestem w stanie znaleźć żadnych wad w Ja, diablica (choć wcale tego nie żałuję). Może jest to spowodowane tym, że czytałam tę książkę dość dawno i po prostu nie pamiętam wszystkich szczegółów, a może po prostu nigdy tych wad nie dostrzegałam? Nawet okładka jest piękna (choć nie mogę powiedzieć, że jedyna w swoim rodzaju, bo kiedyś widziałam tę samą dziewczynę w internetowej reklamie salonu fryzjerskiego...). Podsumowując: mogę z czystym sercem polecić tę lekturę każdemu, kto chciałby miło spędzić czas i przewracać kolejne strony z uśmiechem na twarzy - gwarantuję, że po przeczytaniu pierwszej części będziecie mieli wielki apetyt na dwa pozostałe tomy trylogii :)

Ocena: 10/10

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:


*** *** *** *** ***
P.S.: Jak pewnie zauważyliście, pobawiłam się trochę z programem do tworzenia nagłówków, wykorzystując cały swój informatyczny potencjał, dzięki czemu blog zmienił się nie do poznania :) Co sądzicie o tej transformacji? :)

piątek, 22 listopada 2013

Pierwszy autorski cykl, czyli... Książkowy Zodiak

Witam po raz jedenasty!

Od dłuższego czasu myślałam, jak urozmaicić mojego bloga, żeby nie było na nim tylko recenzji (niestety, szkoła robi swoje, a czasem jak jest czas na książki, to występuje u mnie straszna przypadłość zwana brakiem weny... Dotyczy ona absolutnie wszystkiego - czytanie nie jest wyjątkiem). I wymyśliłam 30 Day Book Challenge, a już niedługo pojawi się High Five i może coś jeszcze... Wiem, że może nasuwać się Wam pytanie - Czy na tym blogu w ogóle będą jeszcze recenzje? Spokojnie, będą, przynajmniej cztery w miesiącu :) Ale nie przynudzam już więcej, tylko przechodzę do sedna - wymyśliłam swój pierwszy autorski cykl - Książkowy Zodiak. Po prostu... będę spekulować, która książkowa postać jest spod jakiego Znaku :) Oczywiście, kluczowe będą jej cechy charakteru, czasem wygląd, ogólna historia... Wszystko, co może okazać się przydatne. Notki będą pojawiać się co miesiąc w dniu, w którym zacznie "obowiązywać" (nie wiem, jak to dokładnie powiedzieć) dany znak. Dzisiaj czas na Skorpiona...


Skorpiony bardzo silnie angażują się we wszystko, co robią, cechuje je determinacja, bardzo silna wola, wiedzą również, czego chcą, są cierpliwe, rzadko się poddają. Łatwo popadają w skrajności, wszystko jest dla nich albo czarne, albo białe. Nie znoszą powierzchowności oraz przeciętności. Są silne pod względem psychicznym, co może zarówno pobudzać je do rozwoju, jak i oddziaływać na nie w sposób destrukcyjny - np. gdy kieruje nimi zazdrość lub stawiają sobie zbyt ambitne cele. (Oczywiście, przedstawione przeze mnie postaci nie będą w 100% odzwierciedlać powyższego opisu, bo każdy człowiek, a nawet bohater książkowy, jest mieszanką różnych cech charakteru.)



Na pierwszy ogień idą kobiety, które, moim zdaniem, mogły urodzić się na przełomie listopada i grudnia.

1. Molly Weasley z serii Harry Potter J.K. Rowling

Julie Walters jako Molly Weasley
Wiecznie uśmiechnięta, rudowłosa czarownica, idealna żona Artura Weasleya oraz matka siedmiorga dzieci: Billa, Charliego, Percy'ego, bliźniaków Freda i George'a, Rona i Ginny (mam nadzieję, że o nikim nie zapomniałam). Pani domu, której królestwem jest przytulna Nora. Dla Chłopca, Który Przeżył, jest niczym matka, której nigdy nie miał. Sprawia wrażenie milutkiej, ale potrafi tupnąć nogą, gdy coś jej się nie podoba, jednak nie można jej odmówić tego, że za rodzinę oddałaby życie...
Dlaczego miałaby być Skorpionem?
Molly to kobieta przedsiębiorcza, energiczna, godna zaufania, walczy w słusznej sprawie, ma silną wolę, wierna, prawdomówna, jest dobrą organizatorką (wesele Billa i Fleur).

2. Kleopatra z serii Ja, diablica Katarzyny Bereniki Miszczuk
Tak, chodzi mi o TĘ Kleopatrę, królową egipską, która uwielbiała kąpiele w oślim mleku. Po śmierci trafia do Piekła, po czym zostaje obsadzona na stanowisku diablicy, żeby kusić (nie do końca) niewinne dusze do zostania w Los Diablos na wieczność... Kim jeszcze jest? Najlepszą przyjaciółką Wiktorii Biankowskiej (choć nie jestem pewna, czy ich relację można nazwać przyjaźnią), kochanką diabła Azazela, ulubienicą Lucyfera, urodzoną uwodzicielką.
Dlaczego miałaby być Skorpionem?
Kleopatrę cechuje: pozytywny pogląd na życie, nieprzepadanie za monotonią, czasem apodyktyczność, niezależność, myślenie szybko i intuicyjnie, ekstrawagancja.

3. Amma z Kronik Obdarzonych autorstwa Kami Garcii & Margaret Stohl

Viola Davis jako Amma (zupełnie inaczej
sobie ją wyobrażałam...)
Wiem, że ta postać wydaje się być dość podobna do Molly, ale nie mogłam nie uwzględnić jej w tym zestawieniu. Amma jest gosposią w domu głównego bohatera serii, Ethana Wate'a, ale dla niego jest bardziej jak babcia. Miłośniczka krzyżówek, przywiązująca dużą wagę do amuletów i szmacianych lalek, które robi na drutach i trzyma w szufladach. Ma silną psychikę.
             Dlaczego Amma byłaby spod Znaku Skorpiona?
Amma ma umysł otwarty na nowe możliwości, jest energiczna, godna zaufania, przywiązana do rytuałów religijnych, przewiduje oraz trafnie ocenia ludzi.



Teraz czas na mężczyzn, a raczej chłopaków:

1. Alex z trylogii Delirium Lauren Oliver
Chłopak z Głuszy. ukochany Leny Haloway - to przez niego dziewczyna zachorowała na delirię, jednak nie można zapisywać mu tego na minus. Wojowniczy buntownik, przeciwnik panującego systemu, pomaga Lenie odkryć prawdę o swojej matce oraz uciec do Głuszy. 
Dlaczego Alex jest, moim zdaniem, Skorpionem?
Alex wyróżnia się tym, że: jest energiczny, lubi nowe doświadczenia, ma idealistyczną naturę, można mu zaufać, myśli szybko i intuicyjnie oraz niełatwo się poddaje. W dodatku jest głównym powodem, dla którego nie mogę doczekać się, aż zacznę czytać II tom serii, Pandemonium, ale tego nie mogę wliczyć do mojej charakterystyki ;)

Josh Hutcherson jako Peeta Mellark
2. Peeta Mellark z Igrzysk Śmierci Suzanne Collins
Kogo jak kogo, ale tego chłopaka nie trzeba chyba nikomu przedstawiać - syn piekarza, mieszkaniec 12. Dystryktu totalitarnego państwa Panem. Zostaje wytypowany do udziału w 74. Igrzyskach Głodowych organizowanych przez Kapitol. Na arenie staje obok Katniss Everdeen, podczas walki o przetrwanie nawiązuje się u nich przyjaźń, zostają nawet wykreowani na kochanków, ale w końcu naprawdę połącza ich miłość.
Dlaczego Peeta to Skorpion?
Chłopak jest energiczny, walczy w słusznej sprawie, ma umysł otwarty na nowe możliwości, nie myśli schematycznie, jest niezależny i honorowy, godny zaufania, lojalny, myśli szybko, jest impulsywny, ma silną wolę, a w dodatku cechuje go prostolinijność w uczuciach i nigdy się nie poddaje.

3. Erik Night z serii Dom Nocy autorstwa P.C. + Kristin Cast
Jeden z głównych bohaterów serii pań Cast. Na początku chłopak Afrodyty, ale ostatecznie "przechodzi na dobrą stronę mocy" i wybiera Zoey. Jest bardzo utalentowany - wygrał światowy konkurs na najlepszą interpretację monologu Szekspirowskiego. Bardzo kocha Zoey, wybacza jej nawet to, że została Skojarzona z Heathem.
Dlaczego jest Zodiakalnym Skorpionem?
Erik to mieszanina zalet, w której zostały zachowane właściwe proporcje: jest niezależny, godzien zaufania, wierny, lojalny, prawdomówny, no i ma talent, jednak on nie jest zależny od znaku Zodiaku :)
*** *** *** *** ***
 Wiem, że przedstawiane cechy się powtarzają, ale chciałam przez to pokazać, że wszystkie te postaci są na swój sposób do siebie podobne... Teraz mam do Was kilka pytań :) Może ktoś z Was jest Skorpionem? Jeśli tak, to czy utożsamiacie się z którymś z przedstawionych bohaterów? A może wybralibyście kogoś innego? I co w ogóle sądzicie o moim cyklu? Czy podoba się Wam i warto go kontynuować czy wręcz przeciwnie? :)

wtorek, 19 listopada 2013

Początek "30 day book challenge"

Co by tu dziś napisać? Przecież wszystko jest w tytule ;) Cykl 30 day book challenge bardzo mnie zaintrygował i zaczęłam zastanawiać się, czy może też nie przeprowadzić czegoś takiego u siebie... W końcu, jak widać, podjęłam decyzję i mam nadzieję, że zdołam wyzwanie ukończyć - trzymajcie za mnie kciuki :) Wpisy będą pojawiać się dwa razy w miesiącu, za każdym razem będę opisywać jeden dzień.



Zaglądam więc na listę i co widzę? Best book you read last year. To była dla mnie dość trudna decyzja, przyznaję się bez bicia, że najchętniej umieściłabym w tym poście jakieś dziesięć książek, ale cóż, zasady rzecz święta. Dokonałam wyboru i Najlepszą książką, którą przeczytałam w zeszłym roku jest: Czerwień Rubinu, Pretty Little Liars cz.6, Ja, potępiona... Dobrze, teraz już na poważnie - ten zaszczytny tytuł otrzymują Motylki Laurie Halse Anderson.


Jest to historia osiemnastolatki Liz, która cierpi na anoreksję. Naprawdę stara się jeść. Nie chodzi tu już nawet o to, żeby żyć jak inni tylko o to, żeby po prostu ŻYĆ, co jeszcze boleśniej uświadamia to, że umiera jej najlepsza przyjaciółka, Cassie - bulimiczka.  Wskutek tego zdarzenia Liz zmaga się przede wszystkim z wyrzutami sumienia i poczuciem winy, że to ona jest odpowiedzialna za to, co stało się jej przyjaciółce, ale i Ana nie daje o sobie zapomnieć. Śmierć Cassie uświadamia Liz, że stoi na cienkiej granicy życia i śmierci, ale... nie może. Nie może patrzeć na siebie w lustrze, nie może przestać oszukiwać najbliższych, nie może wyrzucić tabeli kalorycznej ze swojej głowy, nie może zacząć jeść, nie może przestać się obwiniać... Tych "nie może" są krocie, a każde kolejne sprawia, że anoreksja jest coraz potężniejszą przeciwniczką, przez co Liz nie dość, że przegrywa kolejne bitwy, odmawiając sobie jedzenia i chcąc schudnąć jeszcze kilka kilogramów (chociaż liczba na wadze jest i tak przerażająco niska), to przez to jest coraz bliżej przegrania całej bitwy, a w anoreksji nie ma przecież szarości - albo wygrywasz i żyjesz, albo ponosisz porażkę i... umierasz. Liz musi się przełamać i zacząć walczyć o siebie, ale czy jej się uda? Tego nie zdradzę...

Mogę za to powiedzieć, że choć często czytuję książki o anoreksji, bulimii, samookaleczeniach i temu podobnych tematach, to ta jest wyjątkowa: tak dokładnie pokazuje to, co dzieje się w umyśle anorektyczki, że sama zaczęłam się zastanawiać, czy aby autorka nie miała doświadczeń z tą chorobą? Niestety tego nie wiem, ale jeśli nie, oznacza to, że pani Anderson została obdarzona ogromnym talentem... Żałuję, że nie miałam przyjemności spotkać się z jej innymi utworami, ale jeśli i te czytałoby się tak szybko jak "Motylki" i gdyby były równie wciągające i prawdziwe, to wtedy całowałabym autorkę po rękach.

Książkę mogę polecić naprawdę każdemu, bo (przynajmniej dla mnie) była doskonałym przerywnikiem od lekkich lektur i dała mi do myślenia. W dodatku myślę też, że wielu dziewczynom skutecznie wybiła z głowy zaproszenie do swojego życia Any...

***  ***  ***  ***  ***  ***
A jaką najlepszą książkę wy przeczytaliście w zeszłym roku?

sobota, 16 listopada 2013

Kolejny miesiąc w Domu Nocy - "Zdradzona" P.C. Cast + Kristin Cast

"Zdradzona" to drugi tom serii zatytułowanej "Dom Nocy", której autorkami są matka i córka: P.C. i Kristin Cast. Po przeczytaniu pierwszej części tego cyklu od razu zamówiłam kontynuację, chociaż właściwie nie mogę dokładnie stwierdzić, co mną wtedy kierowało - "Naznaczoną" oceniłam jako bardzo średnią, więc teoretycznie nie powinnam nawet myśleć o kontynuowaniu swej przygody z tą serią... Chyba mogę tłumaczyć się tym, że byłam wtedy w swoistym "książkowym szale", czyli kupowałam książki bez opamiętania, nie zastanawiając się zbytnio nad tym, czy będę je czytać z przyjemnością. Ale nie żałuję zakupu kolejnego tomu.

Zoey Redbird, po pamiętnych uroczystościach obchodów Pełni Księżyca, zostaje przewodniczącą Cór Ciemności - elitarnej szkolnej organizacji, do której do tej pory mogli przynależeć tylko osoby z kręgu Afrodyty, poprzedniej przywódczyni, czyli ci najbogatsi, najpopularniejsi i patrzący na innych z góry. Jednak główna bohaterka zamierza to zmienić - chce odnowić formułę tej grupy, sprawić, żeby jej członkowie w końcu reprezentowali sobą coś więcej niż drogie ciuchy i nienaganny makijaż. Jednak oprócz tego i  jej stresu przed debiutem w nowej roli, ma na głowie kilka innych problemów - jest świadkiem przedziwnej sceny, której uczestnikami jest jej mentorka, Neferet, oraz Elliott - rudowłosy adept, który rzekomo umarł przed miesiącem, ale w momencie, gdy Zoey widzi go przy wschodnim murze, wcale nie wygląda na martwego. Więc nie dość, że adeptka zaczyna się zastanawiać, czy aby Kapłanka nie ma czegoś za uszami, to jeszcze przeżywa... a jakżeby inaczej - rozterki miłosne. Zoey jest rozdarta: oficjalnie każdy z Domu Nocy wie, że jest z Erikiem, byłym Afrodyty, ale nie może zapomnieć o smaku krwi Heatha, jej ludzkiego (niby byłego) chłopaka. W dodatku na horyzoncie pojawia się Loren, nowy profesor literatury, przy którym serce Zoey wariuje, a ona sama czuje się jak prawdziwa kobieta - dojrzała, piękna, świadoma swej wartości. Nasza bohaterka nie wie, co robić, tym bardziej, że na skutek pewnego wydarzenia, o którym nie będę tu pisać, zostaje Skojarzona z Heathem.

Pragnęłam Heatha.
Potrzebowałam Erika.
Byłam zafascynowana Lorenem.

W dodatku z biegiem czasu pojawia się jeszcze jeden, ale za to chyba najpoważniejszy problem - ktoś porywa ludzkich nastolatków, kolegów Zoey ze szkoły w Broken Arrow. Gdy zostają znalezione ich ciała, wszystko wskazuje na to, że za morderstwa odpowiedzialne są wampiry... Zoey musi dowiedzieć się, kto stoi za porwaniami śmiertelników, zanim będzie za późno i zginie ktoś, kto jest jej bardzo bliski...

"Zdradzona" wypadła w moich oczach lepiej niż jej poprzedniczka. Mam wrażenie, że autorki dokładniej przemyślały całą fabułę, bohaterów - generalnie wszystko wydawało się lepiej dopracowane. Bardzo miłym zaskoczeniem okazała się dla mnie przemiana Afrodyty - nie mówię, że ona i Zoey zostały najlepszymi przyjaciółkami, ale w tym tomie dogadywały się znacznie lepiej. To plusy. A minusy? Podczas czytania napotkałam kilka błędów językowych, przeszkadzał mi również ten młodzieżowy (?), a momentami wręcz infantylny język (przykład? Słowa Stevie Rae: Chyba się posiusiam, to takie romantyczne!). Mam też wrażenie, że autorki trochę "poszły na łatwiznę" w sprawie zakończenia - wszystko działo się za szybko, jakby nie chciało im się dalej pisać, tylko skończyć jak najszybciej i otrzymać honorarium autorskie...


Podsumowując: nie sądzę, żebym kontynuowała swoją przygodę z serią autorstwa pań Cast (jeśli już, to na pewno nie będę kupować kolejnych części, tylko wypożyczę je z biblioteki). Jednak muszę przyznać, że II tom serii okazał się lepszy niż "Naznaczona", nie tylko pod względem okładki (moim zdaniem jest piękna, tajemnicza, klimatyczna...), ale przede wszystkim treści - czytało się przyjemnie, dość szybko - to takie typowe "czytadło" - nie wymaga zbytniego zaangażowania pod względem intelektualnym. Myślę, że ta książka będzie strzałem w dziesiątkę, dla kogoś, kto nie jest zbyt wymagającym czytelnikiem i nie przejedli mu się jeszcze krwiopijcy.

Ocena: 6/10 

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

wtorek, 12 listopada 2013

Czy można żyć bez miłości? - "Delirium" Lauren Oliver

Książkę "Delirium" nabyłam właściwie przez przypadek - kupowałam "I nie było już nikogo" i chciałam dodatkowo zaopatrzyć się w "Winter" (obie recenzje już na blogu), jednak nie znalazłam jej w Matrasie, ale i tak kupiłam tego dnia dwie powieści - powędrowałam do kasy z kryminałem Christie i "Delirium" Lauren Oliver w ręce (wiadomo, trzeba się czymś pocieszyć). Zaczęłam czytać jeszcze w księgarni, czekając na siostrę, z którą miałam wrócić do domu, i zakochałam się w tej książce od pierwszego rozdziału (a przynajmniej wtedy tak mi się wydawało...).

"Delirium" jest to historia Leny Haloway, nastolatki żyjącej w świecie, w którym miłość uznana została za śmiertelnie niebezpieczną chorobę. Z tego powodu wszyscy dorośli są poddawani zabiegowi, po którym już nigdy nie będą mogli kochać.Co było dla mnie dość dziwne i nietypowe, główna bohaterka całkowicie zgadza się z panującym systemem - nie chce go obalać ani nic w tym guście. Pewnie dzieje się tak dlatego, że matka Leny zachorowała na delirię  i dosłownie zabiła się z Miłości. Dziewczyna nie chce podzielić jej losu, więc z niecierpliwością odlicza dni do swoich osiemnastych urodzin, czyli do dnia, od którego już nigdy nie poczuje motyli w brzuchu, a śnić jej się będą tylko tak emocjonujące rzeczy jak na przykład zmywanie naczyń (przeczytajcie, a dowiecie się, o co chodzi)... Jednak wszystko zmienia się o 180 stopni, kiedy spotyka Aleksa - chłopaka żyjącego w Głuszy, czyli tam, gdzie osoby  wykluczone, uciekinierzy, etc. - wszyscy ci, którzy nie zgadzają się z panującym systemem i według rządu stanowią zagrożenie. Na początku Lena broni się przed uczuciem, mając ciągle w pamięci przykłady ludzi, których Miłość zniszczyła (z jej własną matką na czele). Jednak w końcu dziewczyna ulega i zakochuje się w Aleksie, przez co jej dotychczasowe ideały obracają się w pył i nie wyobraża sobie już życia bez chłopaka z Głuszy. Lena stara się jak może, żeby tylko nie wyszło na jaw, że została zakażona Miłością. O Aleksie wie tylko Hana, najlepsza przyjaciółka głównej bohterki, zagorzała przeciwniczka panującego systemu, więc wydaje się, że wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. Jednak, co chyba nikogo nie zaskoczy, jest wprost przeciwnie, a akcja nabiera tempa...

Muszę przyznać, że troszkę się zawiodłam, bo... pomysł pani Oliwer był tak cudowny, że można było zrealizować go lepiej, chociaż nie potrafię określić tego, czego mi brakowało i mam nadzieję, że odnajdę "to coś" w kolejnych tomach trylogii. Jednak na zachętę dla potencjalnego czytelnika, który przecież może być już trochę zmęczony miłością, która musi zmagać się ze złym i jakże okrutnym losem, mogę dodać, że nie tylko o miłość tu chodzi - ważne jest też pragnienie wolności i tajemnica dotycząca matki Leny, ale nie napiszę o tym nic więcej, żeby nie popsuć czytania :)

W ramach podsumowania wspomnę jeszcze o okładce: nie podoba mi się, jak dla mnie jest jakaś taka smutna i nijaka, ale to poniekąd przez nią książkę w ogóle kupiłam, ponieważ zaintrygowało mnie zamieszczone na niej pytanie: Czy gdyby miłość była chorobą, chciałabyś się wyleczyć?, na które kategorycznie odpowiadam: nigdy w życiu! Czy warto przeczytać? Sądzę, że tak, jednak nie spodziewajcie się raczej po niej jakichś wielkich fajerwerków, bo... możecie po prostu poczuć rozczarowanie i pewien niedosyt, ale z pewnością "Delirium" to książka, z którą można przyjemnie spędzić kilka wieczorów.

Ocena: 7/10

piątek, 8 listopada 2013

Życie w dwóch pokojach - "Kwiaty na poddaszu" Virginii C. Andrews

"Kwiaty na poddaszu" miałam w planach od dość dawna - najpierw czekały sobie na moim czytniku, ale ostatnio zobaczyłam je w bibliotece (w wersji papierowej, oczywiście), i - zgadnijcie co? - nie mogłam się powstrzymać, żeby ich nie wypożyczyć. Przesympatyczna pani bibliotekarka pochwaliła mój wybór, z kolei moja mama stwierdziła, że to "książka do płakania" - podpisuję się pod tym rękami i nogami.


Wszystko zaczyna się istną sielanką: rodzina Dollangangerów - Christopher i Corrine oraz ich dzieci: Christopher jr, Cathy oraz bliźnięta - Cory i Carrie - żyją sobie spokojnie w przytulnym domu w Gladstone - są idealną rodziną, taką, jakie widuje się w filmach i reklamach. Jednak pewnego dnia świat Dollangangerów wali się - w wypadku samochodowym, w dzień swoich 36. urodzin, ginie Christopher senior, a matka z czwórką dzieci zostaje bez środków do życia.  Corrine chwyta się ostatniej deski ratunku - pisze do swoich rodziców, prosząc ich o możliwość zamieszkania w ich domu razem z dziećmi - o nich wie tylko babcia, ale mimo to spełnia prośbę, więc niedługo potem Dollangangerowie przyjeżdżają do rezydencji Foxworthów. Dzieci, mamione opowieściami matki, mają nadzieję na lepsze życie, ale okazuje się, że aż do śmierci dziadka (który rzekomo już w dniu przyjazdu jest umierający) mają zostać na poddaszu. Cała czwórka żyje w ukryciu przed światem i strachu przed babcią - fanatyczką religijną, która ustala surowe zasady, ma obsesję na punkcie nieczystych czynów i nie waha się użyć bata. Niedługo potem dzieci dowiadują się, dlaczego ich babcia ma do nich taki stosunek - Corrine wyszła za mąż za przyrodniego brata ojca, a więc swojego wuja, za co została wydziedziczona i wykreślona z testamentu, jednak po powrocie do rodzinnego domu stara się zyskać przebaczenie ojca, a tym samym jego miliony. Na początku relacje między matką a dziećmi są względnie poprawne - spotykają się codziennie, Cathy i reszta są obdarowywani kosztownymi prezentami, ale Corrine przychodzi coraz rzadziej, a w dodatku nie widzi (albo nie chce widzieć) w jakim stanie są jej dzieci, że chorują, dorastają, przeżywają pierwsze fascynacje... W końcu wychodzi za mąż, a pewne tragiczne zdarzenie sprawia, że w ogóle opuszcza Foxworth Hall. Po jej wyjeździe i odkryciu przez starszego brata pewnego sekretu dzieci nie mają wyjścia i zaczynają planować ucieczkę.

Najkrócej mówiąc: ta książka po prostu mną wstrząsnęła - po jej lekturze ciągle nie mogę pojąć, jak można być tak okrutnym wobec swoich wnuków, a nawet dzieci. "Kwiaty..." wywierają na czytelniku bardzo duże wrażenie i odkrywają przed nim nowy wymiar okrucieństwa ludzi wobec siebie. Niektóre sceny wywoływały dreszcze przerażenia, czasem obrzydzenia, nieraz odczuwałam wręcz namacalną nienawiść do Corrine albo jej matki. "Kwiaty..." pomogły też doceniać mi zwykłe rzeczy - możliwość wyjścia na zewnątrz, pooddychania świeżym powietrzem... (Wiem, trochę to ckliwe, ale prawdziwe.)

Nie mam właściwie żadnych zastrzeżeń - może Cathy była momentami bardzo dziecinna jak na mój gust, ale przecież miała wtedy 12 - 15 lat, więc to jak najbardziej zrozumiałe. Książkę z czystym sercem mogę polecić, ale uprzedzam z góry, że to nie jest lekka, łatwa i przyjemna lektura - ona zmusza do przemyśleń, nie możesz jej wyrzucić z głowy, zadajesz pytania typu: "co by było gdyby"? I czyta się ją  ciężko, ale nie dlatego, że jest nudna - to kwestia tematyki. Ale mimo wszystko sądzę, że tego typu książkę też trzeba od czasu do czasu przeczytać - na pewno warto poświęcić jej swój czas.

Ocena: 8/10

środa, 6 listopada 2013

Stosik #1, czyli co czeka na półce

Codziennie wchodzę na blogi innych moli książkowych i zauważyłam, że wielu z nich (a właściwie prawie wszyscy) wstawiają na swoje blogi stosiki prezentujące nowe nabytki. Bardzo mi się to spodobało - może dlatego, że ja nie tylko lubię czytać książki, ale też na nie patrzeć - i postanowiłam robić to samo :) Nowych książek ciągle przybywa, a sytuacji nie poprawia fakt, że jestem chyba uzależniona od biblioteki - jak do niej wejdę, to na pewno wyjdę z przynajmniej jedną książką pod pachą...

Dzisiejszy, pierwszy, stosik będzie (jak na mnie) bardzo bogaty - piszę jak dla mnie, bo jestem trochę zasmucona (ale tylko trochę :) ) swoimi wynikami, gdy widzę, że ktoś czyta jakieś 100 stron dziennie - takie rzeczy u mnie to tylko na wakacjach :) No ale nie będę przedłużać, więc do rzeczy:

STOSIK 1: kontynuacje serii

 Od góry:

1. "Requiem" Lauren Oliwer - III tom trylogii rozpoczętej książką "Delirium" (bardzo dobrej, nawiasem mówiąc).
2. "Pandemonium" - II tom tej samej serii.
3. "Błękit szafiru" Kerstin Gier - II część Trylogii Czasu.
4. "Niebo" Alexandra Adornetto - kolejna trylogia, tym razem o zakazanej miłości człowieka i anielicy.
5. "Błękitna godzina" Alyson Noel - upolowane po bardzo okazyjnej cenie :)
6. "Zdradzona" P.C. Cast, Kristin Cast - zaczynam czytać zaraz po "Kwiatach na poddaszu"
7. "Istoty chaosu" - III, nieostatnia, część "Kronik Obdarzonych"




STOSIK 2: misz- masz :)

Od góry:
                                                                                
1. "Charlie" Stephena Chbosky' ego - dostałam jeszcze na   zeszłoroczne mikołajki.                                                             
2. "Anioł" L.A. Weatherly - również upolowane po niższej cenie. 3. "Córka dymu i kości" Laini Taylor - zobaczymy, co z tego będzie, ale jak tylko przeczytałam z tyłu okładki, że to następczyni Pottera,  nie mogłam jej nie kupić.                                             
4. "Enklawa" Ann Maguire - z wymiany na LC :)                       
5. "Przędza" Jennifer Albin - impuls: wpadła mi w oko okładka, przeczytałam opis i pobiegłam do kasy :)                                   
6. "Wybrani" C.J. Daugherty - każdy się nią zachwyca...           
7. "Nieziemska" Cynthii Hand - kolejna zdobycz na wyprzedaży :) 8. "9 żyć Chloe King" Liz Bradwell - serialu nie oglądałam, więc nie popsuję sobie zabawy :)                                                       9. "Geneza" Jessici Khoury - już raz zaczynałam czytać, ale jakoś mnie nie wciągnęła...                                                               
10. "Krąg" Matsa Strandberga i Sary Bergmark Elfgren - kolejny prezent na zeszłoroczne mikołajki.

Widzicie coś dla siebie? I co powinnam przeczytać po "Zdradzonej"? :)