wtorek, 16 września 2014

Gdy nigdzie nie jest bezpiecznie - "Kłamstwo doskonałe" Sary Shepard

Czwarty tom nowej serii Sary Shepard The Lying Game.


Żyłam w przekonaniu, że moja rodzina jest bliska ideałowi, jednak okazało się, że jest zupełnie inaczej. Moi rodzice strzegą sekretu, który może mieć związek z moją śmiercią. Jak daleko się posuną, by prawda nie wyszła na jaw? Mnie już nikt nie skrzywdzi, ale jest przecież Emma… Jeśli nie będzie ostrożna, historia może się powtórzyć.

The Lying Game to nowa seria Sary Shepard, autorki bestsellerowych Pretty Little Liars. Ekscytujące powieści o intrygach, sekretach i kłamstwach zdobyły rzesze fanów na całym świecie, a na ich podstawie nakręcono popularne seriale telewizyjne.
źródło: tył okładki




Dla tych, którzy jeszcze nie czytali...
Po lekturze poprzedniego tomu wydawałoby się, że akcja naprawdę nie może być już bardziej zagmatwana... Czytelnicy przez kilka miesięcy byli trzymani w niepewności - czy to możliwe, żeby Laurel okazała się morderczynią? Pewnie niektórzy już przed premierą Kłamstwa doskonałego zdążyli odpowiedzieć sobie na to pytanie twierdząco, ale nie zapominajmy, że mamy do czynienia z Sarą Shepard - mistrzynią gry pozorów, w której świecie nic przecież nie jest takie, jakim się na pierwszy rzut oka wydaje! Dlatego pewnie nie zdziwicie się zanadto, jeśli Wam powiem, że to nie Laurel odegra tym razem pierwsze skrzypce, jednak na razie nie zdradzę nic więcej. 

Warto zwrócić uwagę na dwóch bohaterów: Sutton i Ethana, ponieważ oboje w czwartym tomie The Lying Game bardzo się zmienili. Chłopak Emmy, wcześniej nieśmiały samotnik wieczorami patrzący w gwiazdy, teraz jest przebojowym chłopakiem, który potrafi się ubrać, być zabawny i z którym w dodatku nagle chce się umówić cała damska część Hollier High - o takim Ethanie aż się czyta przyjemniej ;) Natomiast jeśli chodzi o bliźniaczkę Emmy, to teraz, wnioskując po większości jej wypowiedzi, zastanawiam się, jakim cudem była królową szkoły i przewodniczącą klubu Gry w kłamstwa? Mnie wydaje się nieco zagubioną, ale jednak dobrą dziewczyną - no cóż, może to jednak prawda, że człowiek ma wiele twarzy.

Jeśli już mówimy o bohaterach, to muszę powiedzieć, że wszystkich czeka pozytywne zaskoczenie, ponieważ w Kłamstwie doskonałym mamy wreszcie okazję poznać babcię Mercer - nieco zaborczą Lisicę 70+, jak głosi tablica rejestracyjna jej auta. Chociaż matka Teda Mercera to postać epizodyczna (a tak się przynajmniej na razie wydaje), to wnosi do akcji pewien powiew świeżości.

Natomiast jedną z dwóch widocznych wad jest to, że podejrzani o dokonanie morderstwa Sutton zmieniają się po prostu... za szybko. Książka ma niecałe 300 stron i 3 podejrzanych na celowniku - nie wydaje się Wam, że to trochę za dużo? Co gorsza, cała trójka jest bardzo blisko związana z Sutton/Emmą, przez co nasza główna bohaterka jest kłębkiem nerwów i nie może spać po nocach.


A jeśli masz już tę książkę za sobą...
Czy nie odnosicie wrażenia, że tym razem pani Shepard skupiła się tylko na garstce bohaterów, resztę odsuwając w cień? Mam na myśli to, że podczas gdy praktycznie cały czas czytamy o Laurel, Thayerze i panu Mercerze, to Mads, Char i Twitterowe Bliźniaczki zostają potraktowane po macoszemu i  tak naprawdę nie odgrywają wielkiej roli (oczywiście, nie licząc sekretnego balu Hollier). To jest właśnie ta druga wada, może nie aż tak bardzo rażąca, ale mnie rzuciła się w oczy.

Ponadto bardzo zaskoczyły mnie powiązania rodzinne Sutton/Emmy z Mercerami - myślałam, że spadnę z fotela, gdy przeczytałam, że Sutton i Emma to tak naprawdę wnuczki państwa Mercerów, a Becky (alias Raven) to ich dziecko. Jednak zastanawia mnie jedna rzecz - dlaczego Becky nie powiedziała rodzicom, że ma jeszcze jedną córeczkę, dlaczego nie przywiozła jej do Teda i Kristin, gdy macierzyństwo jej się znudziło i postanowiła porzucić małą Emmę? Miejmy nadzieję, że wszystko wyjaśni się w V tomie, bo to nie daje mi spokoju...

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że ani przez chwilę nie wierzyłam w to, że to Laurel zamordowała siostrę -  największy moment zawahania miałam w momencie, gdy Emma znalazła w pokoju młodszej panny Mercer zakrwawioną rakietę tenisową - mimo że przecież wiedziałam, że takie rozwiązanie byłoby po prostu za proste, to jednak przez chwilę w nie wierzyłam. Na szczęście okazało się, że to nie Laurel jest osobą, przez którą Sutton nie dożyła swoich 18. urodzin. A ja nadal nie mam pomysłu, kto to mógł być...

Podsumowując: Kłamstwo doskonałe pochłonęłam w jeden dzień - wartka akcja sprawiła, że nawet nie zauważyłam, kiedy dotarłam do ostatniego rozdziału. Jednak zważając na minusy, które wcześniej wymieniłam, po prostu nie mogłam ocenić tej powieści na maksymalną liczbę punktów. Ale spokojnie, jeszcze przecież dwa tomy przed nami :)

Ocena: 8/10


Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Otwarte


wtorek, 1 lipca 2014

Podwójna porcja Sary Shepard: "Nigdy przenigdy"&"Pozory mylą"

 Nigdy przenigdy
Niewiele pamiętam ze swojego życia, pozostały zaledwie przebłyski wspomnień. Wiem jedno: nie tak dawno miałam wszystko - wspaniałych przyjaciół, cudownego chłopaka i kochającą rodzinę. Teraz Emma, moja siostra bliźniaczka, zajęła moje miejsce i desperacko próbuje rozwikłać zagadkę mojego zniknięcia. Jednak czuje, że ktoś śledzi każdy jej ruch...

Pozory mylą
Dwa miesiące przed moim zniknięciem zaginął słuch o Thayerze – chłopaku, w którym podkochiwała się Laurel. Nie mam pojęcia, co się z nim stało, ale myślę, że to była moja wina. Niestety nie mogę cofnąć czasu. Jestem martwa, a Emma, moja siostra bliźniaczka, udaje mnie, żeby dowiedzieć się, kto mnie zabił. Powrót Thayera sprawia, że na jaw wychodzą kolejne tajemnice...
źródło: tył okładek


Dla tych, którzy nie czytali...
Emma ciągle bawi się w śledczego, poszukując mordercy Sutton, jednak gdy już wydaje się, że jego tożsamość jest znana, kolejne sekrety panny Mercer wychodzą na jaw, a wszystkie teorie burzą się jak domek z kart... Pod tym względem (i pod wielu innymi) Sara Shepard jest naprawdę niezła - perfekcyjnie wodzi czytelnika za nos, wmawia mu coś, co nie jest prawdą, gra na jego emocjach. Dzięki temu nowa seria autorki jest równie nieprzewidywalna co Pretty Little Liars (jeśli nie bardziej!). Ponadto, z każdym kolejnym tomem The Lying Game główni bohaterowie stają się coraz bardziej złożeni - mam na myśli to, że możemy obserwować ich zachowania w różnych sytuacjach, w których stawiani są w różnym świetle... Taki zabieg naprawdę mąci czytelnikowi w głowie, co jeszcze bardziej wciąga w lekturę... Jedyna rzecz, która mi przeszkadzała to to, że momentami wszystko za bardzo kręci się wokół luksusowych ciuchów i kosmetyków (co w umiarkowanej ilości idealnie dopełnia całość, a nawet jest charakterystyczne dla stylu Shepard. Takie wstawki są miłym przerywnikiem od właściwej akcji, uwielbiam te jej opisy! To tak jak lukier na pączku: gdy jest, to pączek jest idealny, a jeżeli nie ma - to jest dobry, ale czegoś  mu brakuje...). W dodatku dziewczyny z paczki Emmy, w tym sama Emma, są momentami potwornie naiwne, ale równie często wykazują się inteligencją, więc bilans wychodzi na zero.

A jeśli masz już te książki za sobą...
Wprowadziłam tę część, ponieważ czułam, że unikając spoilerów nie jestem w stanie podzielić się z Wami wszystkimi wrażeniami po lekturze - teraz już mogę :)
Pod koniec II tomu naprawdę sądziłam, że to Twitterowe Bliźniaczki zabiły Sutton i świetnie się bawią kosztem Emmy - w sumie, skoro każdemu wydawały się tylko nieszkodliwymi słodkimi idiotkami, to przecież nikt by je o nic nie podejrzewał, prawda? Jednak gdy akcja zaczęła nabierać tempa, wszystko okazuje się tylko kolejnym żartem w ramach Gry w kłamstwa (niestety, choć ja mam nadzieję, że Gabby i Lili są w to wszystko w jakiś sposób zamieszane...). A gdy w następnej części to Thayer miał okazać się mordercą, to znów autorka odwróciła kota ogonem.
Pod koniec Pozorów strasznie spodobał mi się dowcip dziewczyn w opuszczonym domu - już naprawdę myślałam, że zaraz Thayer zadźga nożem Emmę i Ethana ;)
No i ten epilog: teraz znów zaczęłam nabierać podejrzeń w stosunku do Laurel... Chociaż to pewnie znów ma na celu maksymalne poplątanie akcji, a co Wy o tym myślicie? ;)

Dajcie znać w komentarzach, czy podoba Wam się nowa forma recenzji! Czy może powinnam zostać przy starej?

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Jaka naprawdę była największa kłamczucha w Rosewood? - "Tajemnice Ali" Sary Shepard

Czytając książki z serii Pretty Little Liars, stwierdziłam, że to Alison DiLaurentis jest postacią, która od zawsze intrygowała mnie najbardziej.  Była niczym sen albo pustynna fatamorgana, pojawiając się od czasu do czasu we wspomnienia Arii, Emily, Spencer i Hanny. A przecież to od niej wszystko się zaczęło! Tajemnice Ali, prequel PLL, dały mi niepowtarzalną szansę na wniknięcie do umysłu królowej Rosewood High.

Od razu zaznaczam, że jeżeli nie zaczęliście czytać VII tomu Pretty Little Liars, to lepiej ominąć następny akapit i w ogóle nawet nie zaczynać czytać Tajemnic..., bo zamiast przyjemnej lektury otrzymacie jeden wielki spoiler. Ale jeśli przeczytaliście chociaż 50 stron Bez serca, droga wolna :)

Akcja prequelu zaczyna się w dniu wielkiej zamiany miejsc bliźniaczek. Opisano dokładnie jak to się stało, że do Zacisza Addison- Stevens, szpitala psychiatrycznego, trafiła zdrowa na umyśle (jak się wszystkim wydawało) Alison DiLaurentis zamiast jej siostry Courtney. Wszystko było takie proste- wystarczyło tylko ukraść jeden mały pierścionek, żeby stać się w jednej chwili zamienić się z czarnej owcy rodziny w uwielbianą przez wszystkich królową szkoły. Courtney (która od teraz stała się Ali) zdaje sobie sprawę, że prawda nie może wyjść na jaw, więc stara się grać swoją nową rolę jak najlepiej- na dobry początek porzuca swoje dawne przyjaciółki- Riley Wolfe i Naomi Ziegler - i zaprasza do swej paczki cztery niezbyt popularne dziewczyny- Spencer Hastings, Arię Montgomery, Emily Fields oraz Hannę Marin. Wydaje się, że wszystko idzie zgodnie z planem- nikt nie orientuje się, że do szpitala trafiła niewłaściwa bliźniaczka, a Ali może bez przeszkód cieszyć się nowym życiem. Ale do czasu... Po kilkunastu miesiącach od zamiany Courtney zaczyna mścić się na siostrze, nęka ją głuchymi telefonami, grozi jej... Alison zaczyna czuć, że traci grunt pod nogami, a w dodatku na jaw wychodzą tajemnice rodziny DiLaurentisów, które nigdy nie miały prawa ujrzeć światła dziennego... Pewnego słonecznego popołudnia rodzice oznajmiają Ali, że jej siostra wraca do domu: dziewczyna ma nadzieję na pokojowy rozwój sytuacji, no ale cóż, każdy, kto czytał dalsze tomy serii, wie, jak się to skończyło...

Gdzieś przeczytałam, że Tajemnice Ali dostarczają czytelnikowi więcej pytań niż odpowiedzi... I ja zgadzam się z tym w zupełności. Fakt, mamy opisane okoliczności zamiany bliźniaczek, a także (pokrótce) ich wcześniejsze losy, ale pojawiają się też nowe postacie, jak na przykład chłopak Alison. Z jednej strony jest to dobre, bo wiadomo, każdy nowy bohater na swój sposób urozmaica powieść, ale z drugiej: teraz już naprawdę nie mogę wytrzymać do premiery XIII tomu serii, bo może jednak pojawi się tam Nick? Oj, trudno będzie wytrwać aż do połowy lipca.

Najbardziej podobało mi się to, że Sara Shepard dała nam w końcu możliwość wejścia w głowę Ali, czyli osoby, od której zaczął się ten cały galimatias z A. i dziewczynami w roli głównej. To daje nam pełen obraz postaci, która przecież jest bardzo ważna w tej wielkiej układance, której rozwiązaniem jest tożsamość tajemniczego prześladowcy. Mamy tutaj dwa obrazy Alison: niby idealnej i radzącej sobie ze wszystkim, ale też zimnej i złośliwej królowej szkoły oraz zwykłej dziewczyny, która także ma problemy i miewa chwile słabości. A Ali przecież miała kłopoty, i to poważne- w końcu nie każdy jest zmanipulowany przez swoją siostrę do tego stopnia, że trafia przez nią do psychiatryka. Myślę, że prequel pozwolił trochę uczłowieczyć pannę DiLaurentis i sprawił, że powieść zyskała ciekawy wątek psychologiczny.

Nie można również zapomnieć o pozostałych członkach rodziny DiLaurentisów- mimo że są to postaci drugoplanowe, również można dowiedzieć się o nich kilku nowych rzeczy, a także zyskać odpowiedź na pytanie: Jak daleko można się posunąć w imię dbania o dobre imię własnej rodziny?

Bardzo spodobało mi się również rozwinięcie i dokładniejsze opisanie wydarzeń, o których do tej pory mogliśmy przeczytać zaledwie po parę zdań w każdym tomie (przyłapanie taty Arii na zdradzie, pocałunek Ali i Emily, impreza w noc zaginięcia...). Chociaż zabrakło mi sprawy Jenny oraz wizyty Ali i Hanny w Annapolis... Podsumowując, bardzo polecam Tajemnice Ali każdemu, kto jest fanem Pretty Little Liars w takim samym stopniu jak ja: zważając na to, po prostu nie mogłam dać tej książce niższej oceny ;)

Ocena: 10/10

*** *** ***
Teraz trochę prywaty ;) Zaczęły się wakacje (no, prawie), więc przez najbliższe dwa miesiące planuję poświęcić się w całości czytaniu, a także obiecuję, że teraz notki będą pojawiały się o wiele częściej, a ja znowu stanę się częstym gościem na Waszych blogach :)

niedziela, 25 maja 2014

Jakim jestem czytelnikiem?

Jak widzicie, staram się dotrzymywać słowa - w tym tygodniu miała ukazać się notka: oto i ona! Tym razem co nieco o moich książkowych przyzwyczajeniach, czyli nowa (przynajmniej dla mnie :P) zabawa blogowa pod hasłem Jakim jestem czytelnikiem? - za nominację dziękuję Dominice, a poniżej przedstawiam moje czytelnicze cechy charakterystyczne :)
źródło

1. Kupuję książki na zapas, co często nie wychodzi mi na dobre
I w dodatku robię to pod wpływem impulsu, przez co jakiś czas później zdarza mi zastanawiać się, co dana pozycja w ogóle robi na mojej półce. A że jestem czytelniczą masochistką, tak więc czytam te wszystkie niepotrzebnie kupione książki, chociaż często niemiłosiernie się przy tym męczę. A gdy pomyślę, ile pieniędzy mogłam wydać na bardziej przemyślane zakupy, to aż chce mi się rwać włosy z głowy, ale tych mam przecież dużo, więc łysienie mi nie grozi :)

2. Mam jedną jedyną zakładkę, której jestem wierna
Tak tak, jak nietrudno się domyślić - chodzi o tę z nagłówka. Co tam, że gdy na nią patrzę, to od razu jestem głodna, co tam, że zazdroszczę innym blogerom ich imponujących kolekcji, ja mam swoją ukochaną babeczkę i nie opuszczę jej nigdy (no chyba, że się rozpadnie albo ją zgubię...).
3. Mogę czytać praktycznie tylko w jednym miejscu
Chodzi o łóżko w moim pokoju -  tam jest mi najwygodniej, tam nikt mi nie przeszkadza, tam mam ciszę i spokój - a to podczas czytania jest dla mnie sprawą kluczową, bo po prostu nie mogę się skupić, kiedy gra radio, jest włączony telewizor, a w dodatku jeszcze ktoś gada mi nad uchem. I właśnie dlatego zainwestowałam w stopery do uszu :)

4. Nie przepadam za e-bookami i audiobookami
Jeżeli chodzi o te pierwsze, to nawet rok temu na Gwiazdkę dostałam czytnik, ale, szczerze mówiąc, teraz mnie kompletnie do niego nie ciągnie, a w dodatku oczy bardzo szybko mi się męczą, gdy z niego korzystam. Jeśli chodzi natomiast o książki w postaci audiobooków - dla mnie nie nadają się kompletnie, bo podczas słuchania łatwo jest się zamyślić i po prostu zgubić wątek ;)

5. Namiętnie poluję na promocje w księgarniach
To nie jest pewnie nic odkrywczego, ale nic nie zastąpi mi tej dzikiej satysfakcji, którą czuję, gdy uda mi się upolować książkę za jedyne 5 złotych :) Dzięki temu mojemu kieszonkowemu jakoś udaje się wytrwać do pierwszego, choć i z tym czasem mam problem, bo nie należę do osób oszczędnych ;)

6. Jeśli wejdę do Matrasa/Empiku, to zawsze wyjdę z jakimś nowym nabytkiem
I właśnie przez to już prawie nie mam miejsca na półkach i teraz, gdy na przeczytanie czeka już ponad dwadzieścia książek, staram się omijać księgarnie szerokim łukiem, tłumacząc sobie, że gdy przeczytam wszystkie tytuły z  mojej kolejki, kupię sobie wszystkie moje must have <3

źródło
7. Książki z biblioteki to jest to!
Nie mam nic przeciwko bibliotekom, a nawet mogę powiedzieć, że bardzo je lubię (choć uważam, że są takie tytuły, które po prostu trzeba mieć na własność) - panie bibliotekarki są bardzo miłe, na półkach można nieraz znaleźć nowości czytelnicze i jeśli chcę, żeby książki, z których już wyrosłam, zostały docenione i dobrze potraktowane, to wiem, gdzie je zanieść ;)

8. Czasem w trakcie czytania zaglądam na koniec książki, żeby poznać zakończenie
Wiem, wiem, to zły nawyk i kolejny dowód na mój czytelniczy masochizm, ale często jest tak, że jeżeli poznaję zakończenie (sama, z własnej woli, a nie ze spoilerów, których szczerze nienawidzę), to jeszcze bardziej nakręca mnie to do dalszej lektury, bo bardzo chcę wiedzieć, jak to się stało, że pewne sprawy ułożyły się tak, a nie inaczej :)

9. Nie czytam na pokaz
Czyli nie lubię publicznie mówić o swoim hobby, mój nauczyciel polskiego nie wie, że jestem molem książkowym, bo po prostu wolę się na ten temat nie wypowiadać i swoje czytelnicze przemyślenia zachować dla siebie, choć często słyszę od moich przyjaciółek: No powiedz coś, Izka!, kiedy rozmowa schodzi na czytanie ;)

Tym razem nie nominuję nikogo, bo wiele osób brało już udział w tej zabawie ;)

poniedziałek, 5 maja 2014

Ash-ero, dziękuję za Twój komentarz, wracam powolutku! A póki co, odkurzam biblioteczkę, czyli sprzedam książki!

Witajcie znowu, kochane mole :) Na początku chciałabym Was przeprosić za zniknięcie bez słowa, wybaczcie mi! Wiem, wiem, dawno mnie tu nie było, oj dawno... Niestety, wyszło jak wyszło, ale postaram się nadrabiać zaległości i pisać częściej. Właściwie nawet nie sądziłam, że wytrzymam bez mojego blogowego dziecka tak długo, ale jak widać wszystko jest możliwe... Obecnie mam dużo rzeczy na głowie i od razu muszę Was uprzedzić, że regularnie zacznę się tutaj pojawiać w czerwcu, bo właśnie wtedy przystąpię do egzaminu FCE i złapię oddech ;)

Muszę przyznać, że pewnie nie byłoby tego postu, gdyby Ash-era nie zamieściła pod wpisem o Córce dymu i kości takiego komentarza: 
Gdzie uciekłaś!? Wracaj do Nas natychmiast!
Tak więc wracam i dziękuję pięknie za tę motywację :) Może zauważyliście, że piszę teraz nieco inaczej niż jeszcze w lutym - gust książkowy też nieco mi się zmienił, bo nabrałam większego apetytu na Christie i Kinga, a straciłam troszkę chęci na fantastykę, ale nie jest źle ;) 

Ten post to taka jakby rozgrzewka przed pisaniem recenzji. Przedstawiam Wam książki (stan bdb+, czytane najwyżej raz), które chętnie oddam w dobre ręce za 10 zł za sztukę plus koszty przesyłki. Jeżeli coś Was zainteresuje, piszcie tutaj, na maila, na priv na LC albo na allegro tutaj :) No to zaczynamy!


1. Meg Cabot Nienasyceni; okładka miękka   SPRZEDANE
2. Helene Hegemann Przetrąceni; okładka miękka
3. Stacia Kane Nieświęta magia; okładka miękka
4. Jonathan Maberry Wilkołak; okładka miękka
5. Thomas Brezina Obłęd! Jestem gwiazdą!; okładka twarda   SPRZEDANE
6. Ann Brashanes Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów. Rok później; okładka miękka
7. Marta Fox Paulina w orbicie kotów; okładka miękka  SPRZEDANE
8. Isabel Abedi Isola; okładka miękka  SPRZEDANE
9. Marta Fox Karolina XL; okładka miękka
10. Autorzy różni Bale maturalne z piekła; okładka miękka


11. Alyson Noel Błękitna godzina; okładka miękka
12. Alyson Noel Ever; okładka miękka
13. Eden Maguire (Nie)Umarli. Księga 1: Jonas; okładka miękka
14. Eden Maguire (Nie)Umarli. Księga 2: Arizona; okładka miękka
15. P.C. Cast + Kristin Cast Zdradzona; okładka miękka
16. Robin Brande Szkoła, miłość i inne diety; okładka miękka
17. Aprilynne Pike Skrzydła Laurel; okładka miękka
18. Meg Cabot Pamiętnik księżniczki 1 i 2; okładka miękka
19. Małgorzata Karolina Piekarska LO-teria; okładka miękka
20. Matt Haig Radleyowie; okładka miękka
21. Gillian Shields Nieśmiertelny; okładka miękka
22. Lynne Ewing Córki księżyca 1; okładka miękka


23. Beata Ostrowicka Misia rządzi; okładka twarda
24. Barbara Kosmowska Buba; okładka twarda
25. Rafał Kosik Felix, Net i Nika oraz Orbitalny Spisek; okładka twarda  SPRZEDANE
26. Joanna Jagiełło Kawa z kardamonem; okładka twarda
27. Grażyna Bąkiewicz Stan podgorączkowy; okładka twarda
28. P.C. Cast + Kristin Cast Naznaczona; okładka twarda
29. Ewa Nowak Dane wrażliwe; okładka twarda


30. Meg Cabot Pamiętnik księżniczki 4. Księżniczka na dworze; okładka miękka
31. Meg Cabot Pamiętnik księżniczki 5. Księżniczka na różowo; okładka miękka
32. Meg Cabot Pamiętnik księżniczki 7. Księżniczka imprezuje; okładka miękka
33. Meg Cabot Pamiętnik księżniczki 9. Księżniczka Mia; okładka miękka
34. Meg Cabot Pamiętnik księżniczki 10 i ostatni. Pożegnanie księżniczki; okładka miękka
35. Meg Cabot Pamiętnik księżniczki 7 i ½. Urodziny księżniczki; okładka miękka
36. Meg Cabot Pamiętnik księżniczki. Walentynki; okładka miękka

ZAPRASZAM DO ZAKUPÓW!

*** *** ***
P.S.: Dziękuję za to, że ciągle interesujecie się moim małym zakątkiem w sieci i dziękuję za 6 tysięcy wyświetleń oraz dwie propozycje współpracy (które niestety musiałam odrzucić ze względu na brak czasu i porzucenie bloga, ale i tak jestem za nie ogromnie wdzięczna)!

niedziela, 23 lutego 2014

O dziewczynie, której drugie imię to "Tajemnica" - "Córka dymu i kości" Laini Taylor

Wiem, że powinnam zamieścić tę recenzję wcześniej, ale dopiero teraz mam na tyle dużą wenę, że z mojej pisaniny wyszło coś sensownego ;) Na Córkę dymu i kości miałam ochotę od dawna - pochwały nagromadzone na okładce zrobiły swoje. Poza tym to właśnie książka Laini Taylor zajęła drugie miejsce w styczniowej ankiecie, a obietnice zobowiązują.

Karou od zawsze wyróżniała się z tłumu - miała dziwne tatuaże na dłoniach, a jej włosy raziły oczy intensywnie niebieską barwą. Ponadto jej szkicowniki pełne dziwacznych, lecz zarazem pięknych potworów robiły furorę wśród jej znajomych ze szkoły plastycznej w Pradze. Jednak choć wszyscy sądzą, że fantastyczne rysunki to dowód na olbrzymią wyobraźnię siedemnastolatki, a włosy koloru nieba to zasługa dobrej farby, to wcale tak nie jest - Karou prowadzi podwójne życie: jedno w czeskiej Pradze, gdzie uczy się i mieszka, a drugie w sklepie Brimstone'a, nazywanego też Dealerem marzeń, który wychował ją i dla którego podróżuje po całym świecie, żeby zdobywać... zęby, choć tak naprawdę nie wie, do czego są mu potrzebne. W pewnym momencie zaczynają krążyć plotki o niezwykle pięknych ludziach, którzy wypalają ślady na drzwiach sklepów Brimstone'a na całym świecie... gołą ręką. Gdy wszystkie drzwi zostają naznaczone, Brimstone, Issa, Yasri i Kismish (czyli jedyna rodzina głównej bohaterki) rozpływają się w powietrzu, a Karou zostaje sama. No, może nie całkiem sama, ponieważ dziewczynę zaczyna poszukiwać pewien anioł, który próbował zabić ją w Maroku. Między Akivą (bo tak brzmi imię anioła) a Karou rodzi się uczucie, a tylko on zna odpowiedź na pytanie, dlaczego siedemnastolatka czuje się tak pusta w środku, jakby czegoś w niej brakowało...

Są trzy typy książek: takie, które czytasz, bo po prostu musisz dowiedzieć się, co będzie dalej; takie, w których właściwie obojętne Ci jest, jak potoczą się wydarzenia i w końcu takie, które ogromnie Cię nudzą i którymi masz ochotę rzucić o ścianę. Spokojnie, Córka dymu i kości nie zalicza się do tej ostatniej kategorii, tylko do drugiej - owszem, czytało się miło, ale nie wciągnęłam się w życie Karou i Akivy na tyle, żeby na przykład stracić poczucie czasu, nie nauczyć się na sprawdzian czy zarwać noc. Pod tym względem spodziewałam się czegoś o wiele lepszego - akcji pędzącej galopem, książki, od której nie mogłabym się oderwać.

Teraz z jednej strony chcę Taylor pochwalić, a z drugiej zbesztać. Oklaski należą się pisarce za to, jak wykreowała postać Karou - dziewczyna na pewno zostanie w mojej pamięci na długo, głównie dlatego, że uwielbiam ten typ ekscentrycznej artystki, która ma zawsze pod ręką swój szkicownik i jest gotowa do rysowania, a w dodatku ubiera się bardzo oryginalnie. Siedemnastolatka ma też ciekawy charakter - jest niezłomna, uparta i wie, czego chce, ale o tym poczytaliście co nieco przy okazji ostatniego Książkowego Zodiaku. Karou była świetna, ale za to Akivy nie polubiłam - wydawał mi się chłodny i zdystansowany, a w dodatku za bardzo tajemniczy - tak długo zatajał przed Karou prawdę o jej tożsamości, że zaczęłam wręcz podejrzewać, że może jest jej zaginionym bratem albo rodzicem (nie, nie przesadzam)...

Na pewno mogę też powiedzieć, że Laini Taylor pisze bardzo różnorodnym językiem - raz jest piękny, kwiecisty, pełen metafor i epitetów (...dachy miały kolor strażackiej czerwieni. Gotyckie wieże trwały w gotowości, by wziąć na siebie ciała upadłych aniołów -> s.32), ale to cudowne wrażenie psują na przykład zdania typu: Jedynym zagrożeniem było to, że śmierdzą jej stopy (s.203). Taki niewyrównany poziom językowy momentami bardzo rzucał się w oczy - zupełnie jakby książkę pisały dwie różne osoby.

Świat wykreowany przez pisarkę zasługuje na pochwałę - chimery, niezwykła atmosfera czeskiej Pragi, Maroko, sklep Brimstone'a... Miejsca naprawdę były opisane świetne i widać było, że autorka bardzo długo nad nimi myślała. Jednak o ile bohaterowie i miejsce akcji były dopracowane, o tyle jej tempo i język powieści bardzo psuły to wrażenie - na tyle, że nie mam ochoty na kolejny tom, choć z jednej strony dręczy mnie pytanie - A może on nie okaże się tak wielkim rozczarowaniem?

Ocena: 5/10

środa, 19 lutego 2014

Książkowy Zodiak #4 - Ryby

Na początek chciałam Was bardzo mocno przeprosić  za to, że nie było mnie tutaj prawie dwa tygodnie. Chyba przeżyłam swój pierwszy blogowy kryzys - nie miałam czasu dosłownie na nic, a ogromna ilość nauki, przemęczenie oraz brak weny na czytanie bardzo dały mi się we znaki... W szkole nadal mam niezły młyn, więc posty mogą pojawiać się nieco rzadziej (choć postaram się do tego nie dopuścić), ale nie martwcie się o mnie - żyję i mam się dobrze ;) Koniec, już nie użalam się nad sobą, tylko przedstawiam Wam czwartą odsłonę Książkowego Zodiaku.

Ryby wyróżniają się spośród innych innych Znaków Zodiaku przede wszystkim silną intuicją, empatią oraz tym, że potrafią wczuć się w sytuację innych ludzi i przewidywać ich posunięcia. Pieniądze nie są dla nich najważniejsze, bywają wręcz rozrzutne. Osoby spod tego Znaku cechują się również uprzejmością i tym, że dobrze życzą innym ludziom. To osoby, którzy w głębi duszy są artystami, a pociesznie znajdują w sztuce. Ryby są zdolne do poświęceń w imię wyznaczonego celu, ale i szczęścia innych. Wierzą w przeznaczenie, w miłości chcą zatracenia i wewnętrznej przemiany, a niekochane marnieją w oczach. Na ogół są podatne na wpływy i przewrażliwione, stawiają się w roli ofiary. Mają predyspozycje do bycia świetnymi lekarzami. Mężczyzna jest oddany, a kobieta to typ rusałki.


Tym razem, nietypowo, zaczniemy od mężczyzn:

1. Nick Colt z Pragnienia Carrie Jones
Wybranek głównej bohaterki powieści, Zary White. Zmiennokształtny wojownik, który niejedno przeszedł, a nawet ma za sobą pobyt w starożytnej Walhalli. Chłopak idealny - czuły, opiekuńczy, do tego przystojny. Owszem, Carrie Jones nieco (a nawet bardzo) go wyidealizowała, jednak nie zmienia to faktu, że polubiłam Colta - głównie dlatego, że nie jest to typ tzw. ciepłych kluchów i kiedy trzeba, potrafi zawalczyć o swoje.
Dlaczego Nick mógłby być spod Znaku Ryb?
Nastolatka posiada bardzo silną intuicję i potrafi przewidywać posunięcia innych ludzi, co czyni z niego dobrego stratega. Nick jest męski, ale zarazem uprzejmy i delikatny. W pełni oddany Zarze, zdolny do poświęceń zarówno dla niej samej, jak i dla innych ludzi.


2. Harry Potter z sagi J.K. Rowling o tym samym tytule

Tego pana nie trzeba chyba nikomu przeszkadzać - nawet mugole wiedzą, o kogo chodzi ;) Najsłynniejszy czarodziej wszech czasów, nazywany również Chłopcem, który przeżył. Jego rodzice zginęli z ręki okrutnego Lorda Voldemorta, jednak chłopcu udało się przeżyć atak. Kilkanaście lat później, gdy Ten, którego imienia nie wolno wymawiać odradza się, to właśnie w Harrym leży nadzieja na ocalenie świata czarodziejów od zagłady.

Dlaczego Harry mógł urodzić się na przełomie lutego i marca (wiem, że w książce urodziny obchodzi w wakacje, ale przymknijmy na to oko ;)?
Jest bystry, ma intuicję, potrafi przewidywać posunięcia innych ludzi, a także wczuć się w ich sytuację. Harry, tak jak jego rodzice, jest zdolny do poświęceń, nie myśli tylko o sobie, to nie jest typ egoisty i materialisty. Uprzejmość, wrażliwość, oddanie - te trzy słowa charakteryzują Pottera aż nazbyt dobrze.

3. Xavier Woods z trylogii Blask Alexandry Adornetto
Po chwili namysłu doszłam do wniosku, że właściwie on i Nick to bardzo podobne typy chłopaków - oboje oddani swym wybrankom, czuli, przystojni, wręcz idealni. Zdecydowanie ważniejsza niż sprawy materialne jest dla Xaviera religia. Ponadto nastolatek jest bardzo mocno związany z Bethany - wytrwale walczy o to, żeby jego związek z anielicą przetrwał próbę czasu i sprzeciw archaniołów.

Dlaczego Xavier to typowe Ryby?
Młody Woods jest bardzo empatyczny, a zarazem uprzejmy i delikatny. Xavier dobrze życzy innym, jest zdolny do poświęceń i oddany, wierzy w przeznaczenie. Ma też predyspozycje do zostania świetnym lekarzem, a sprawy duchowe są dla niego ważniejsze od materialnych.

Czas na kobiety...

1. Lena Duchannes z Kronik Obdarzonych Kamii Garcii & Margaret Stohl

Dziewczyna - zagadka. Nikt w Gatlin nie wie o niej niczego poza tym, że mieszka u swego dziwacznego wuja Macona Ravenwooda. Leną od początku fascynuje się Ethan - zwykły nastolatek mieszkający w Gatlin od urodzenia - tym bardziej, że od pewnego czasu widuje ją w swoich snach. Tajemnica nastolatki jest dziwniejsza, niż mogłoby się wydawać, a uczucie tych dwojga nieraz zostanie wystawione na próbę.

Dlaczego Lena mogłaby być spod Znaku Ryb (w książce wprawdzie nie jest, ale mimo wszystko pogdybajmy...)
Duchannes ma niezwykle silną intuicję, bardzo ważna jest dla niej sfera duchowa. To artystka, która tworzy poezję i zapisuje myśli ścianach swojej sypialni. W miłości pragnie wewnętrznej przemiany. Ponadto jest wrażliwa i ma dość słaby system nerwowy, często nie radzi sobie z emocjami. Typ rusałki.

2. Karou z Córki dymu i kości Laini Taylor
Wprawdzie nie mieliście jeszcze okazji przeczytać recenzji tej książki, ale pojawi się ona już w weekend, a tymczasem przybliżę Wam główną bohaterkę historii wykreowanej przez Laini Taylor. Karou to mieszkanka Pragi i uczennica tamtejszej szkoły plastycznej. Naturalnie niebieskie włosy, tajemnicze tatuaże na dłoniach i pełne fantazji rysunki w szkicownikach to jej znaki rozpoznawcze. Dziewczyna skrywa wiele tajemnic - jej rodziną są chimery, czyli krzyżówki różnych zwierząt (niekiedy i ludzi), a koraliki na jej naszyjnikach mają moc spełniania życzeń...

Dlaczego Karou mogłaby być spod Znaku Ryb?
Nastolatka wierzy w przeznaczenie, a ponadto jest dość wrażliwa, chociaż stara się nie pokazywać tego innym. Karou ma intuicję, jest i rozrzutna. Na pewno cechuje ją ogromna wyobraźnia, to prawdziwa artystka. W miłości pragnie zatracenia i wewnętrznej przemiany.

3. Aria Montgomery z serii Pretty Little Liars Sary Shepard

Nawet nie macie pojęcia, ile czekałam, aby w końcu móc opisać moją ulubioną Kłamczuchę ;) Kiedyś Aria miała różowe pasemka we włosach i nie mogła rozstać się się ze swoją ulubioną maskotką - Świnulą. Później wyrobiła się –  piękna i popularna rządziła razem z Alison i resztą jej paczki całym Rosewood High. Jednak pojawiają dwa małe ale, które psują ten sielankowy obrazek – Montgomery zakochuje się w swoim nauczycielu literatury oraz zaczyna być prześladowana przez kogoś, kto podaje się za jej zaginioną przyjaciółkę...

Dlaczego Aria to typowe Ryby?
To w głębi duszy artystka, która znajduje pociesznie w sztuce. Jest podatna na wpływy i wrażliwa, jak również ma tendencję stawiania się w roli ofiary - mam na myśli to, że razem z pozostałymi dziewczynami nie ma na tyle odwagi, żeby w końcu wziąć byka za rogi i zdemaskować prześladowcę podającego się za A. Aria to również typ rusałki.

Macie swoje typy? A może sami jesteście Rybami?

piątek, 7 lutego 2014

Ostateczne rozstrzygnięcie - "Zieleń szmaragdu" Kerstin Gier

Tak, wiedziałam, że ten moment musi kiedyś nastąpić... Że kiedyś w końcu wezmę do ręki ostatni tom Trylogii Czasu, że przeczytam pierwszy rozdział, a później następny i następny, i tak aż dotrę do epilogu... Że pożegnam się z Gwendolyn, Leslie, Gideonem i Xemeriusem. Jednak nie sądziłam, że ten dzień nastąpi tak szybko - o wiele za szybko.

Gwen jest w rozsypce - dowiedziała się, że Gideon wcale jej nie kochał, a tylko udawał, żeby łatwiej nią manipulować. Po tym wyznaniu młoda Shepherd najchętniej zagrzebałaby się w łóżku z dużym pudełkiem dobrych czekoladek pod pachą i nie wychodziła stamtąd przez tydzień, jednak bycie podróżniczką w czasie zobowiązuje - Gwendolyn musi poddawać się codziennym elapsjom (i to w towarzystwie Gideona, przy którym jej serce robi fikołki i bije jak szalone), żeby w końcu zamknąć Krąg Dwunastu, dzięki czemu ludzkość otrzymałaby lek na wszystkie choroby. Jednak Gwen, po kilku spotkaniach z dziadkiem w przeszłości i zdobyciu chronografu odkrywa, że prawda wygląda zupełnie inaczej, a ta cudowna substancja ma zapewnić nieśmiertelność hrabiemu de Saint Germain, który chce zabić Gwendolyn, co z pewnych powodów nie jest tak łatwe, jak mogłoby się wydawać... A w dodatku wszystko wskazuje na to, że wśród Strażników jest zdrajca. Podsumowując, na Gwen spada jeszcze więcej problemów niż kiedykolwiek wcześniej - musi nie dopuścić do zamknięcia Kręgu, zdemaskować wroga, poradzić sobie ze złamanym sercem... A w dodatku na jaw wychodzą tajemnice rodzinne, które spadają na nią jak grom z jasnego nieba. Ale na szczęście najlepsza przyjaciółka zawsze służy ramieniem do wypłakania się, a pewien kot-demon nadal podtrzymuje na duchu swymi zabawnymi komentarzami.

Może zacznę od tego, że o ile w Błękicie szafiru główni bohaterowie okropnie mnie irytowali, o tyle w Zieleni... wydawali mi się rozbrajający, i to w pozytywnym sensie. Gwen zmądrzała (tylko od czasu do czasu zamieniała się w pokojową fontannę) i na szczęście zachowała też to swoje specyficzne poczucie humoru, które każdego rozłoży na łopatki. Z kolei Gideon nie był już taki humorzasty i nie zachowywał się jak rozpieszczony chłopczyk - był prawdziwym mężczyzną, zdecydowanym, rozsądnym, ale też niebojącym się ryzyka. A Charlotta? No cóż, nie zmieniła się zanadto - to ciągle ta sama zazdrośnica mająca obsesje na punkcie bycia w centrum uwagi, ale muszę przyznać, że zaczęłam ją lubić - chociaż pewnie tylko i wyłącznie dlatego, że to już koniec Trylogii Czasu, więc na wszystko, co mnie irytowało, przymykałam oko.

Spotkało mnie też niemałe zaskoczenie - kompletnie nie spodziewałam się, że w III tomie powieści Gier pierwsze skrzypce (no, tutaj troszkę przesadzam) będzie grał wątek kryminalny - tak, nie przesłyszeliście się - w tej części czytelnik musi wysilić swe szare komórki (co mnie się niezbyt udało, bo w końcu nie rozwiązałam zagadki, ale to pewnie przez te ferie), aby zdemaskować zdrajcę. Ogólnie mówiąc, akcja jest wartka i nieprzewidywalna, nie ma czasu na nudę i trzeba myśleć, żeby poskładać wszystkie fakty w spójną całość - a to lubię najbardziej.

Za plus uznaję również fakt, iż Gier nie skupia się tylko i wyłącznie na wątku miłosnym - owszem, odgrywa on dość dużą rolę, ale nie jest tak, że przez całą powieść Gwen rozczula się nad swym losem porzuconej dziewczyny - na elapsje, hrabiego, a nawet pewną niezbyt udaną imprezę też znajdzie się miejsce. Kłaniam się w pas autorce również za kwieciste opisy i ten lekki język, dzięki któremu Zieleń... czyta się naprawdę szybko - nie każdy potrafi tak pisać, wielkie brawa!

Jednak powieść ma jeden mały minus - Zieleń szmaragdu po prostu skończyła się za szybko, po przeczytaniu natychmiast chciałam dostać w swoje łapki tom czwarty i piąty, a nawet i szóstym bym nie pogardziła - oczywiście, gdyby wszystkie utrzymały ten sam świetny poziom, co mogłoby się okazać trudnym zadaniem. Jednak jeśli coś miałoby się popsuć, to lepiej skończyć już teraz i odczuwać pewien niedosyt, a nie niesmak i przesyt.

Gdybym miała dokonać jakiegoś rankingu całej serii, to właśnie Zieleń szmaragdu uznałabym za część najbardziej udaną. Najgorzej czytało mi się z kolei Błękit szafiru. Cóż jeszcze mogę powiedzieć gwoli podsumowania? Że będę tęsknić - za Gwen i Gideonem, panem Georgem, Xemeriusem i jeszcze za tymi pięknymi okładkami, które od zawsze cieszyły moje oko. Na otarcie łez pozostaje mi już tylko Z deszczu pod rynnę.

Ocena: 9/10

Książka bierze udział w wyzwaniach: Czytam fantastykęRekord 2014Book LoversCzytam opasłe tomiska.

wtorek, 4 lutego 2014

30 Day Book Challenge - dzień szósty i siódmy

Pamiętacie moją ostatnią notkę z 30 Day Book Challenge? Dwa dni zawarte w jednym poście to miał być wyjątek, ale, koniec końców, stwierdziłam, że ta koncepcja tymczasowa zdała egzamin i świetnie sprawdzi się na stałe :) W związku z tym dzisiaj skupię się na dniu szóstym i siódmym.




Dzień 6: Książka, która sprawia, że jesteś smutna

W tym przypadku od razu zdecydowałam się Oskara i panią Różę Erica-Emmanuela Schmitta - książeczkę bardzo niepozorną, na którą pewnie w ogóle nie zwróciłabym uwagi w księgarni, bo ani nie jest to fantastyka, ani nie znajduje się zapewne na dziale młodzieżowym. Jednak lekturę szkolną trzeba było przeczytać... Głównym bohaterem utworu jest mały Oskar umierający na białaczkę. Nie ma on wsparcia w rodzicach, ale zaprzyjaźnia się z tytułową panią Różą, starszą wolontariuszką. Oboje zdają sobie sprawę, że dni chłopca są już policzone, więc kobieta namawia go na pewną zabawę polegającą na tym, żeby traktował każdy dzień swojego życia jak 10 lat. Tym sposobem dziesięciolatek ma sposobność doświadczyć wszystkich blasków i cieni życia - przeżywa pierwsze zauroczenie, burzę hormonów, kryzys wieku średniego, a nawet... bierze ślub (oczywiście w przenośni). Jednak to nie wszystko - Oskar zaczyna też pisać listy do Pana Boga, w których dzieli się swoimi spostrzeżeniami i wątpliwościami dotyczącymi życia.
Utwór Schmitta można z całą pewnością uznać za wybitny, a sam pisarz dowodzi, że nie trzeba stosować nie wiadomo jakiego słownictwa i zapisywać wielu stron, żeby książka niosła ze sobą jakieś głębsze przesłanie. Listy Oskara uświadomiły mi kilka rzeczy: że życie to pożyczka, że prędzej czy później się skończy, że często jest niedoceniane, a przede wszystkim niesprawiedliwe - bo jak inaczej wytłumaczyć to, że Bogu ducha winien dziesięciolatek jest bliski śmierci, a najwięksi złoczyńcy mają się dobrze i nie zamierzają opuszczać tego świata...? Mówiąc krótko: Schmitt daje nam prawdziwą lekcję o życiu w dość minimalistycznym i na pierwszy rzut oka niepozornym wydaniu - lektura obowiązkowa!



Dzień 7: Książka, która sprawia, że się śmiejesz


Myślę, że wiele osób podzieli moje zdanie - jedyną książką, przy której mogę wręcz płakać ze śmiechu to Nowe przygody Mikołajka René Goscinnego z ilustracjami autorstwa Jean-Jacques'a Sempégo. Chyba każdy o niegrzecznym Mikołajku czytał albo chociaż o nim słyszał. Naprawdę, on i jego paczka biją na głowę wszystkie inne dzieci w literaturze - no, może oprócz tych z Bullerbyn :) Książka to po prostu kilkanaście krótkich historyjek o codziennym życiu, których narratorem jest Mikołajek.  Myślę, że każdy czytelnik może bez trudu utożsamić się z którymś z małych bohaterów - pupilkiem wychowawczyni Ananiaszem, wiecznie głodnym Alcestem czy też mięśniakiem Euzebiuszem. Tutaj też mamy do czynienia z niezbyt skomplikowanym językiem, który w połączeniu z genialnymi ilustracjami i charakterystycznymi bohaterami sprawia, że te 600 stron czyta się jak 50.

Myślę, że sam fakt, że ten tom Przygód Mikołajka przeczytałam w jeden wieczór i uśmiałam się przy tym do łez to najlepsza rekomendacja dla wszystkich, którzy jeszcze rozważają kupno i przeczytanie książki Sempégo i Goscinnego - naprawdę warto, świetnie odstresuje, a przy okazji wywoła na Twojej twarzy uśmiech, którym będziesz mógł/mogła zarażać innych.

A jakie książki wyróżnilibyście Wy w dniach szóstym i siódmym?


piątek, 31 stycznia 2014

Podsumowanie stycznia 2014

Jak ten czas szybko leci - jeszcze miesiąc temu zastanawialiśmy się nad wyborem odpowiedniej kreacji na Sylwestrową noc, a dzisiaj żegnamy już styczeń i... ferie zimowe. Tak, tak, moje województwo miało w tym roku wolne jako pierwsze, więc niestety wracam już do szkoły, bo, jak to mówią, wszystko, co dobre, szybko się kończy.

Jednak przejdźmy do czegoś bardziej optymistycznego: moich styczniowych nabytków. Cztery z pięciu przedstawionych książek dostałam w ramach wymiany na LC, więc mój portfel odetchnął z ulgą ;)



Od góry:
  • Z deszczu pod rynnę Kerstin Gier -> po zapoznaniu się z fenomenalną Trylogią Czasu postanowiłam zapoznać się ze wszystkimi książkami Niemki wydanymi w Polsce (z wymiany na LC)
  • Druga szansa Katarzyna Berenika Miszczuk -> już miałam zadowolić się e-bookiem, ale w Empiku była 30% obniżka i nie mogłam się oprzeć :)
  • Sen / Mgła / Koniec Lisy McMann -> już od pewnego czasu chciałam przeczytać tę serię i cieszę się, że w końcu udało mi się ją zdobyć (z wymiany na LC: 3 książeczki za 1)

Książki przeczytane przeze mnie w styczniu:
To wszystko daje w sumie cztery książki i 1656 stron czyli 53 strony dziennie - jestem bardzo zadowolona z tego wyniku, ferie zrobiły swoje :) Największym rozczarowaniem okazała się Przędza, ale za to Czas żniw kompletnie mnie urzekł - oby wydawano więcej takich książek :)

Teraz trochę liczb...
Obserwatorzy: 92 (było: 73)
Wyświetlenia: 3919 (było: 2246)
Komentarze: 1118 (było: 693)
Liczba nominacji do Liebster Blog Award: 6 (od: Tei &Lady SparkJ.PowerfulleyesKasi MeresNatalii Z., i Natalii Plekus -> kliknijcie w link, jeśli chcecie poznać moje odpowiedzi :)
Dziękuję za wszystkie nominacje i każdą z osobna jeszcze raz :)

Dzisiaj, jak widzicie, było króciutko i na temat. Na koniec chciałabym Was zaprosić do udziału w ankiecie dot. recenzji, które miałyby ukazać się w marcu :) A w lutym ukażą się recenzje m.in. Córki dymu i kości (39%) oraz Gry w kłamstwa (47%).

wtorek, 28 stycznia 2014

Inne oblicze Londynu i Oksfordu - "Czas żniw" Samantha Shannon

Recenzji Czasu żniw napisano już wiele, ale prawie wszystkie łączy jedno -  przymiotniki takie jak: niepowtarzalna, fenomenalna, niesamowita, wciągająca... To właśnie te opinie przekonały mnie do zakupu debiutanckiej książki Samanthy Shannon, chociaż na początku jej tematyka w ogóle mnie nie zaciekawiła

Mamy rok 2059. Wśród zwykłych ludzi pojawia się coraz więcej jasnowidzów. Dziewiętnastoletnia Paige Mahoney jest śniącym wędrowcem, Bladą Śniącą - potrafi opuścić swoje ciało i wtargnąć do czyjegoś sennego krajobrazu: wnętrza umysłu, gdzie przechowywane są wspomnienia. Paige musi ukrywać swój dar, ponieważ tam, gdzie mieszka - w Sajonie Londyn - jasnowidze są tępieni i wtrącani do więzień. Dziewiętnastolatka traktuje jednak swą wyjątkowość jako źródło zarobku - jest członkinią gangu Siedem Pieczęci, który popełnia mim - zbrodnie (łączy się ze światem duchów) dla pieniędzy, co jest uznawane za przestępstwo.
Pewnego marcowego dnia Paige w obronie koniecznej zabija dwóch Podstrażników przez co staje się  celem numer jeden Sajonu i zostaje schwytana. Jednak zamiast do więzienia trafia do Oksfordu - kolonii karnej przeznaczonej specjalnie dla jasnowidzów, Mieszkają tam tajemniczy Refaici, których zadaniem jest obrona świata przed Emmitami - istotami żywiącymi się ludzkim ciałem. Jasnowidze mają za zadanie przejść szkolenie podczas którego nauczą się bronić przed tymi potworami, a  ci, którzy nie zdadzą testów, zostaną Klaunami - ludźmi, którzy zapewniają rozrywkę i pożywienie Refaitom. Aby rozwijać swój dar, każdy z więźniów kolonii otrzymuje opiekuna. Paige trafia pod opiekę Arcturusa, małżonka krwi Nashiry - władczyni Oksfordu chcącej zabić dziewiętnastolatkę, aby przejąć jej umiejętności. Paige musi ratować swoje życie, a ponadto nie może pogodzić się z tym, jak Refaici traktują ludzi, więc zaczyna planować zbiorową ucieczkę.

Może zacznijmy od tego, że na początku (czyli przez jakieś czterdzieści stron) w ogóle nie mogłam Czasu żniw zrozumieć - wszystko było niesamowicie pogmatwane, nie wiedziałam, czy w danym momencie jest mowa o duchach czy o ludziach. Z ręką na sercu mówię Wam, że w żadnym przypadku nie jest to pozycja do czytania w autobusie czy pociągu, ponieważ Czas żniw to powieść szalenie wymagająca - podczas lektury trzeba poświęcić jej całą swoją uwagę, a później jeszcze myśleć o tym, co się przeczytało, żeby być w stanie poskładać wszystkie fakty, bo tylko wtedy jest się w stanie w 100% upajać się światem stworzonym przez Shannon.

Jeśli już mówimy o świecie wykreowanym przez autorkę - naprawdę nie mogę pojąć, jak wielką trzeba mieć wyobraźnię i pisarski potencjał, żeby stworzyć z niczego coś tak wspaniałego, a zarazem jedynego w swoim rodzaju. Może powiecie, że motyw jasnowidzenia nie jest niczym nowym, ale tak naprawdę chodzi o niego tylko po części - zdecydowanie większą rolę odgrywa sam Oksford, Sajon, te wszystkie na pierwszy rzut oka dziwne nazwy i zastosowanie znanych nam już pojęć w zupełnie nowy sposób - już po pierwszym rozdziale przekonacie się, że słowniczek na końcu książki nie jest bezużyteczny.

Typ bardzo niezależnej dziewczyny w książkach od zawsze bardzo mnie irytował. Jednak Paige sprawiła, że zaczęłam go lubić - Blada Śniąca jest samowystarczalna i ma charakterek, ale potrafi też kochać i jest całkowicie naturalna - mieszanka idealna. Zaintrygowała mnie też postać Naczelnika - z jednej strony istota okrutna, pogardzająca ludźmi, ale z drugiej - traktuje Paige nadzwyczaj dobrze i stara się jej pomagać, chociaż nie rozczula się nad nią. W ogóle w tej powieści nie ma bohaterów bezbarwnych, takich, o których szybko się zapomina - tutaj każdy się czymś wyróżnia.

Warto też wspomnieć o samym wydaniu książki - nie mam tu na myśli okładki (która jest piękna w swojej prostocie), ale o tym, co w środku. Wprawdzie troszkę przeszkadzała mi dość mała czcionka, ale zrekompensowały mi to wspaniałe dodatki - mapa Oksfordu, Eteryczna playlista (czyli piosenki, których Naczelnik słuchał na swoim gramofonie), słowniczek, o którym już wspominałam oraz... klasyfikacja jasnowidzów według siedmiu kategorii - myślę, że każdy, kto zobaczył ten schemat i słowa takie jak fizjograf, resztkarz, słony kryształmistrz, poczuł ciekawość i od razu chciał tę książkę przeczytać.

To wszystko, skończyłam swoją pieśń pochwalną :) Cóż mogę jeszcze powiedzieć - Czas żniw to jedna z nielicznych książek, których okładki, a raczej zamieszczone na nich opinie, nie kłamią. Debiut Samanthy Shannon naprawdę mogę polecić wszystkim miłośnikom fantastyki, nawet tym, którzy (tak jak ja) na początku byli co do tej powieści sceptyczni - biegnijcie do księgarń i bibliotek!

Ocena: 10/10


***
Udało mi się - zamieściłam recenzje książek, które wygrały w grudniowej ankiecie :) Teraz zdecydujcie, jakie książki mam przeczytać w lutym - macie 2 dni :)

piątek, 24 stycznia 2014

Narodziny nowej Leny - "Pandemonium" Lauren Oliver

Pamiętacie jeszcze moją recenzję Delirium? Jeśli tak, to wiecie, że chociaż I tom trylogii Lauren Oliver oceniłam dość wysoko, bo na siedem punktów, to nie miałam wielkiej ochoty na zapoznanie się z jej pozostałymi częściami. Jednak przemogłam swą niechęć z powodu wyzwania Grunt to okładka i muszę przyznać, że nie żałuję.

Powieść podzielona jest na dwa rodzaje rozdziałów, które przeplatają się wzajemnie - Wtedy i Teraz. Pierwszy z nich skupia się na wydarzeniach, które miały miejsce zaraz po zakończeniu Delirium - ucieczce Leny do Głuszy. Głównej bohaterce udało się wtedy przejść przez ogrodzenie graniczne, jednak Alex nie miał już tyle szczęścia - zginął w płomieniach. W tej sytuacji Lena jest zmuszona radzić sobie sama w całkowicie nowym miejscu, jednak jej ból po stracie ukochanego sprawia, że nie może normalnie funkcjonować. Od śmierci ratuje ją Raven - przywódczyni azylu znajdującego się kilkadziesiąt kilometrów od Portland. Po rekonwalescencji nastolatka poznaje nowych ludzi i samą Głuszę, próbuje oswoić się ze swoim nowym życiem i... dołącza do krajowego ruchu oporu.
To właśnie na tym ostatnim skupiają się rozdziały zatytułowane Teraz. Lena przenosi się do Nowego Jorku, dostaje nową tożsamość i... pierwszą misję do wypełnienia. Ma za zadanie śledzić Juliana - syna Thomasa Finemana, przywódcy rządowej organizacji AWD - Ameryki Wolnej od Delirii. Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem - wskutek ataku Hien (Odmieńców, których jedynym zadaniem jest sianie śmierci i zniszczenia) główna bohaterka i Julian zostają porwani. Podczas pobytu we wspólnej celi oraz obmyślania planu ucieczki nastolatkowie pokonują wzajemną niechęć, która z czasem ustępuje i przeradza się w przyjaźń.

I znowu nowość w kwestii narracji: podział na wydarzenia teraźniejsze oraz na te mające miejsce wcześniej. Z jednej strony taki zabieg to dobry pomysł, ponieważ każdy znajdzie coś dla siebie - może wybierać między tajemniczą Głuszą a tętniącym życiem Nowym Jorkiem (mnie bardziej przypadł do gustu ten pierwszy wariant). Ale taka narracja ma też słabą stronę - załóżmy, że postać X w części Wtedy znajduje się w wielkim niebezpieczeństwie - teoretycznie powinnam bardzo się o nią bać, prawda? Jednak jeśli wiem, że X występuje w jednym z rozdziałów zatytułowanych Teraz i ma się dobrze, to z mojego strachu i niepewności nici.

Warto też wspomnieć, że na początku trylogii Lena była takimi ciepłymi kluchami - niezdecydowana i bojąca się wszystkiego. W Pandemonium główna bohaterka rzeczywiście narodziła się na nowo - stara się być twarda, walczy ze swoimi słabościami i nie poddaje się tak łatwo, co można zapisać zdecydowanie na plus. Olbrzymią zaletą powieści jest również bardzo dynamiczna akcja - ciągle coś się dzieje, Lena nie pozostaje zbyt długo w jednym miejscu i w końcu: pojawia się wielu nowych bohaterów, którzy pozwalają nam lepiej zrozumieć świat wykreowany przez Oliver.

Niestety, choć Pandemonium jest znacznie lepsze od swojego poprzednika, to jeszcze nie odnalazłam do końca tego czegoś, co pozwoliłoby mi ocenić powieść na maksymalną liczbę punktów - ciągle czekam na więcej, dlatego postaram się jak najszybciej przeczytać Requiem. Ponadto ktoś zdradził mi wcześniej zakończenie drugiego tomu, więc zabrakło mi tego elementu zaskoczenia, który pewnie był obecny u większości czytelników, co, jak się domyślacie, nie podnosi mojej oceny. Na szczęście nie wiem za wiele o kolejnej części, więc już nic nie popsuje mi lektury.

Ocena: 8,5/10

Książka bierze udział w wyzwaniach: Czytam FantastykęRekord 2014Book LoversZ półki 2014Grunt to okładka.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Książkowy Zodiak #3 - Wodnik

Ech, jak zwykle zostawiłam wszystko na ostatnią chwilę... Już miesiąc temu zrobiłam sobie postanowienie, że nad Książkowym Zodiakiem będę myśleć bardzo długo, żeby wszyscy bohaterowie okazali się jak najlepiej dopasowani do poszczególnych Znaków. Niestety, koniec semestru dał o sobie znać i zmobilizowałam się do pracy nad tą notką dopiero, gdy w kalendarzu zobaczyłam wielką, tłustą piętnastkę, czyli w środę. Myślę, że nie wyszło źle, ale oceńcie sami ;)

Księżyc wchodzi w Znak Wodnika 20. stycznia. Osoby urodzone końcem tego miesiąca to najczęściej samotnicy, którzy mają trudności z pracą w zespole. Wodniki są uparte, niezależne i samowystarczalne. Osoby spod tego Znaku odznaczają się również tolerancyjnością, łatwością w nawiązywaniu kontaktów i realistycznym spojrzeniem na świat. Mają małą odporność nerwową, łatwo popadają w skrajne nastroje i są bardziej typem kolegów niż kochanków. Wodnik łatwo wybacza doznane krzywdy, jest z reguły przyjacielski i lubiany, ale potrafi być również zazdrosny i zawistny.

Na pierwszy ogień idą panie, które mogłyby być Wodnikami...

1. Mona Vanderwaal z Pretty Little Liars Sary Shepard
Kiedyś kujonka, która nie miała zbyt wielu przyjaciół i od której elity wolały trzymać się z daleka. Później, już po swej wielkiej metamorfozie - najlepsza przyjaciółka Hanny Marin, bezwzględna wobec słabszych, kleptomanka. Mona ukrywa też bardzo brzydki sekret, który zniszczy jej życie...
Mona to typowy Wodnik, ponieważ...
w Rosewood High jest lubiana przez (prawie) wszystkich i łatwo nawiązuje kontakty z innymi ludźmi.  Jest niezależna, a przy tym uparta i powierzchowna. Warto wspomnieć, że Mona ma kapryśny charakter, co ze skłonnością do popadania w skrajne nastroje i małą odpornością nerwową może dać mieszankę wybuchową.

2. Gwen Frost z Dotyku Gwen Frost Jennifer Estep
Nastolatka posiadająca niezwykły dar - potrafi za jednym dotknięciem poznać historię każdej rzeczy oraz poznać myśli każdego człowieka, przez co inni w Akademii Mitu (szkoły, w której uczą się starożytni wojownicy i do której chodzi młoda Frost) nazywają ją Cyganką. Dziewczyna nie ma przyjaciół, trzyma się na uboczu, chodzi w porozciąganych bluzach i zaczytuje się w komiksach wszelkiej maści.
Czemu Gwen Frost to typowy Wodnik?
Cyganka to bardziej typ przyjaciółki niż ukochanej - unika stałych więzi, zachowuje dystans oraz odznacza się chłodem emocjonalnym. Ponadto Gwen bardzo dobrze czuje się bez towarzystwa, nie ma wielu przyjaciół, jest samotniczką. Dziewczyna jest niezależną, samowystarczalną realistką. Uparta, ma zdolności do obiektywnej oceny sytuacji.

3. Alice Cullen ze Zmierzchu Stephanie Meyer
Tak, wiem, pewnie pomyślicie sobie coś w stylu Boże, znowu ten >>Zmierzch<<... Ile można?! O ile sama saga nie jest wybitna, to jednak nie można odmówić jej wielu różnorodnych bohaterów - Alice jest chyba najbardziej pozytywna z nich wszystkich. Wampirzyca posiadająca dar widzenia przyszłości. Członkini klanu Cullenów, najlepsza przyjaciółka Belli, optymistka, której wszędzie pełno.
Dlaczego Alice miałaby być Wodnikiem?
Przede wszystkim - to kobieta niezależna i samowystarczalna. Ponadto jest oryginalna (przynajmniej w ubiorze) oraz łatwo przywiązuje się do osób i rzeczy. Alice jest bardzo tolerancyjna i przyjacielska, przez co z łatwością zjednuje sobie ludzi. Cullenówna również zaraża innych swoim optymizmem i łatwo wybacza doznane krzywdy.


Teraz na celowniku mamy mężczyzn...

1. Jost z Przędzy Gennifer Albin
Pierwszy kamerdyner w Zakonie. W przeszłości szczęśliwy mąż i ojciec maleńkiej Sebriny - obecnie dąży do odnalezienia córki. W Zakonie Jost robi właściwie wszystko - jest ogrodnikiem, kelnerem, opiekuje się Kądzielniczkami... Zauroczony Adelice - aspirującą Prządką. Ich związek utrzymywany jest w wielkim sekrecie.
Jost mógłby być Wodnikiem, ponieważ...
Mężczyzna nie znosi postępowania według określonych reguł i schematów, przez co bardzo trudno wytrzymać mu w Zakonie. Josta bardzo trudno zaszufladkować - ma skomplikowany charakter. To bardziej typ kolegi niż ukochanego, nie angażuje się, zachowuje dystans nawet względem osób, którzy są mu bliscy. Nie zależy mu na wysokich stanowiskach,  

2. Ron Weasley z cyklu Harry Potter autorstwa J.K. Rowling
Chyba najsłynniejszy rudzielec w całej literaturze fantastycznej i nie tylko :) Starszy brat Ginny, oprócz niej ma jeszcze pięciu braci: Freda, George'a, Billa, Charliego i Percy'ego. Najlepszy przyjaciel Pottera i Hermiony. Trochę fajtłapowaty, tchórzliwy. Należy do drużyny quidditcha Gryffindoru.
Czemu Ron to typowy Wodnik?
Weasley jest niesystematyczny i ma słabą pamięć - zaliczał kolejne egzaminy tylko dzięki pomocy Hermiony. Jest takim typem kolegi, nie partnera, dość lubiany, przyjacielski, wierny w przyjaźni. Ron ma słabo rozwiniętą wyobraźnię, ale jest uparty i oszczędny, czego nauczył się już w dzieciństwie - w Norze to konieczność.

3. Harry Lee z Morderstwa w Boże Narodzenie Agaty Christie
Syn Marnotrawny - w młodości ukradł pieniądze, porzucił rodzinę i nie pokazywał się w domu przez kilka ładnych lat - kontaktował się z ojcem tylko w sprawach finansowych. Skonfliktowany z braćmi, z talentem do pakowania się w kłopoty. Mimo jego wad, ojciec przyjął go do domu z rozłożonymi ramionami.
Dlaczego Harry miałby być Wodnikiem?
Jego mottem jest Wolność i przekraczanie granic. Młody Lee jest niezależnym buntownikiem, którego nudzą z góry ustalone zasady i etykieta. Harry nie wyciąga również wniosków z popełnionych błędów, w dodatku jest lekko zwariowany. To niepoprawny optymista, który łatwo nawiązuje kontakty z innymi ludźmi.

Halo halo, czy mamy tu jakieś Wodniki? :)


piątek, 17 stycznia 2014

Tkając rzeczywistość niczym tkaninę - "Przędza" Gennifer Albin

Pamiętam jak dziś, gdy dwa dni przed końcem roku szkolnego poszłam do Empiku rozejrzeć się za książkowymi nowościami. W zasadzie nie miałam zamiaru niczego kupować, ale gdy zobaczyłam na regale Przędzę Gennifer Albin, to po prostu musiałam ją mieć na swojej półce - niezwykła okładka odbijająca światło naprawdę rzuca się w oczy! Jak nietrudno się domyślić, poszłam do kasy z Przędzą pod pachą... Co prawda powieść Albin czekała na swoją kolej ponad pół roku i pewnie nie ruszyłabym jej, gdyby nie blogowa ankieta (na kolejną gorąco zapraszam!), ale, jak to mówią, lepiej późno niż wcale.

Szesnastoletnia Adelice Lewys żyje w Arrasie. Ogromną rolę odgrywają w nim Kądzielniczki - utalentowane kobiety, które utrwalają i upiększają tkaninę, z której składa się świat. Mieszkają w Zakonie, siedzibie Gildii Dwunastu, która rządzi i kontroluje Arras, czyli decyduje, gdzie ludzie mieszkają, gdzie pracują, ile mają dzieci, a nawet... kiedy umrą. Kądzielniczki mają za zadanie kontrolować tkaninę Arrasu i eliminować wszelkie nieprawidłowe zachowania, które mogłyby zakłócić jego harmonię.
Adelice wykazuje wszelkie zdolności niezbędne w tej pracy, jednak jej rodzice są przeciwni działaniom Gildii i nie chcą dopuścić do tego, żeby ich córka została zabrana do Zakonu. Dlatego główna bohaterka od dziecka jest przygotowywana do oblania egzaminów i uczy się, jak ukrywać swe niezwykłe zdolności. Jednak to wszystko na nic, ponieważ Adelice popełnia podczas egzaminu błąd i... zaczyna tkać. Nastolatka już wtedy zdaje sobie sprawę, że nie ma wyjścia i musi pójść do Zakonu, jednak jej wydobycie kończy się tragicznie - ojciec Ad, próbując pomóc jej w ucieczce, ginie, a matka i siostra znikają bez śladu. Zrozpaczona dziewczyna rozpoczyna szkolenie na Kądzielniczkę, jednak szesnastolatka nie ma w Zakonie łatwo - próbuje odnaleźć przeplecioną do innej rodziny siostrę, zakochuje się w dwóch mężczyznach jednocześnie, ma na karku zauroczonego nią ambasadora Cormaca, a jej niewyparzony język zamiast przyjaciół, przysparza jej wrogów. Jednak to nie wszystko - Adelice musi zdecydować, czy podoła pracy Prządki, najważniejszej z Kądzielniczek, i poznaje straszną prawdę o świecie, w którym przyszło jej żyć.

Od początku podobał mi się sam pomysł na powieść - chyba jeszcze nie spotkałam się z wizją świata jako tkaniny, którą można dowolnie modyfikować. Jest to coś zupełnie innego niż na przykład miłość między wampirem/wilkołakiem/aniołem (niepotrzebne skreślić) a człowiekiem  - swoisty powiew świeżości. Urzekli mnie również bohaterowie - każdy z nich jest inny, jedyny w swoim rodzaju, a przy tym wzbudza skrajne emocje - można go albo kochać, albo nienawidzić. Myślę, że również zakończenie mogę uznać za mocną stronę Przędzy - to było dziwne, bo niby gdzieś w środku czułam, że wszystko może skończyć się tak a nie inaczej, ale mimo wszystko byłam zaskoczona... Spodobały mi się też opisy - bardzo szczegółowe, oczyma wyobraźni widziałam naprawdę wszystko - od koloru sukienki Adelice do kształtu poduszki leżącej na fotelu w jej apartamencie.

Niestety (jak to często bywa), o ile pomysł na Przędzę był cudowny, to wykonanie ma kilka wad, i to poważnych - akcja w ogóle nie jest dynamiczna, wręcz "ślimaczy się", co sprawiło, że Przędzę czytałam aż półtora tygodnia. Sama Adelice też nie jest bez zarzutu - momentami bardzo irytowała mnie swoimi sarkastycznymi uwagami pod adresem osób, od których nierzadko zależało jej życie, to się chyba nazywa brak instynktu samozachowawczego - w niektórych momentach wręcz krzyczałam na nią w myślach, pytałam: Czy Ty nie możesz choć przez chwilę nic nie mówić? I proszę Was, trójkącik miłosny to już bardzo oklepany wątek - nie można było wymyślić czegoś innego?

Podsumowując, po Przędzy spodziewałam się wiele, wiele więcej... Pomysł był świetny, aczkolwiek w tej powieści nagromadziły się drobne niedociągnięcia, które razem sprawiają, że czyta się dość topornie i nawet barwni bohaterowie nie poprawiają zanadto sytuacji. Warto dodać też, że na pewno debiut Gennifer Albin nie ma za wiele wspólnego z Igrzyskami śmierci, więc nie sugerujcie się notką na okładce. Zakończenie definitywnie wskazuje na kolejną część, na razie informacji dotyczących premiery kolejnego tomu w Polsce brak, ale nawet nie wiem, czy będę na nie czekać.

Ocena: 6/10

niedziela, 12 stycznia 2014

Kiedy niebo jest największym zagrożeniem - "Przez burze ognia" Veronica Rossi

Chyba 12.01. muszę zakreślić sobie w kalendarzu kolorowym flamastrem - po raz pierwszy zbierałam pieniądze z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy i... nie zrealizowałam swojego blogowego planu - dzisiaj miała ukazać się recenzja Przędzy Gennifer Albin, ale niestety jeszcze jej nie przeczytałam. W zamian za to naskrobałam coś na temat pierwszej przeczytanej w tym roku książki - Przez burze ognia.

Główną bohaterką powieści jest Aria - siedemnastolatka mieszkająca w Reverie, jednej z Kapsuł Podu. Kilkadziesiąt lat przed narodzinami dziewczyny burze eterowe zaczęły pustoszyć coraz bardziej rozległe obszary Ziemi, jaką znamy dzisiaj, przez co ludzie musieli zostać zamknięci w Kapsułach, żeby przetrwać. Od tej pory Osadnicy (tak określa się osoby mieszkające w kapsułach) nie znają uczuć takich jak ból, nie wiedzą, jak naprawdę pachną róże, ale za to mogą w mgnieniu oka przenieść się, gdzie tylko zapragną - do Paryża, średniowiecza... A wszystko to dzięki sferom, do których Osadnicy mają dostęp za pomocą specjalnych wizjerów. Życie nie toczy się już w realu, a Osadnicy tracą odporność, co uniemożliwia im przeżycie poza Reverie - w Umieralni. Zupełnym ich przeciwieństwem są Wykluczeni - ludzie spoza Kapsuł, dla których każdy kolejny dzień jest walką o pożywienie i przetrwanie. 
Z dnia na dzień Aria nie jest już Osadniczką - zostaje wygnana za przestępstwo, którego nie popełniła. Gdy dziewczyna jest bliska śmierci, spotyka Perry'ego - Wykluczonego, który ocalił ją z pożaru, o którego wzniecenie została oskarżona. Mimo obustronnej niechęci Aria i Peregrine postanawiają zostać sojusznikami - on potrzebuje jej, żeby odnaleźć bratanka porwanego przez Osadników, a ona jego - żeby dowiedzieć się, co się stało z jej matką i przetrwać, co nie jest łatwe - burze eterowe nasilają się, o każdy kęs pożywienia trzeba walczyć, a w dodatku para zaczyna mieć na karku Krukorów - kanibali pragnących pomścić śmierć ich przywódcy, którego zabił Peregrine. Podczas wspólnej podróży relacje Arii i Perry'ego ulegają znaczącemu ociepleniu...

Kojarzycie takie książki, w których chłopak i dziewczyna się nienawidzą, a później ni stąd, ni zowąd w pewnym momencie padają sobie w ramiona? Ja tak, ale spokojnie - Przez burze ognia nie zalicza się do tej kategorii. I to jest największa zaleta tej powieści - relacja rodząca się między Arią a Perrym nie jest oczywista (znajomość, która rozpoczyna się zdaniem: Trzeba było dać ci zdechnąć, wszystko przez ciebie straciłem! nie zapowiada się zbyt obiecująco...), powoli dojrzewa,  jest naturalna i prawdziwa - coś pięknego, bo niby wiemy, co będzie dalej, a i tak czekamy w napięciu na rozwój wydarzeń. Bardzo spodobał mi się również świat wykreowany przez Veronicę Rossi - wszystko jest dopracowane w najmniejszych szczegółach, co sprawia, że czytelnik bardzo angażuje się w historię snutą przez Arię - naprawdę, wielkie brawa! - za to, i jeszcze za narrację z dwóch perspektyw - pierwszy raz spotkałam się z czymś takim - świetna sprawa :)

Za minus bezapelacyjnie mogę uznać to, że akcja jest...  nierównomierna - mam na myśli to, że czasem nie dzieje się kompletnie nic, a czasem akcja pędzi na łeb na szyję i trudno nadążyć za wydarzeniami. Na początku denerwowała mnie też Aria - była taką damulką: ona nie zrobi tego, ale tamtego też nie, bo to jest obrzydliwe i poniżej jej godności! Jednak główna bohaterka dość szybko dostosowuje się do nowych warunków i z rozdziału na rozdział jest tylko lepiej.

Myślę, że Przez burze ognia jest lekturą godną polecenia, chociaż nie skłamię, gdy powiem, że czegoś mi w niej brakowało - fajerwerków nie było, ale czytało się przyjemnie i dość szybko, więc jeśli znajdę w bibliotece kolejny tom, to z niemałą przyjemnością powrócę do Plemienia Fal, Eteru i Wielkiego Błękitu.

Ocena: 7/10

Książka bierze udział w wyzwaniach: Czytam FantastykęRekord 2014Serie na starcie 2014Book Lovers