wtorek, 4 lutego 2014

30 Day Book Challenge - dzień szósty i siódmy

Pamiętacie moją ostatnią notkę z 30 Day Book Challenge? Dwa dni zawarte w jednym poście to miał być wyjątek, ale, koniec końców, stwierdziłam, że ta koncepcja tymczasowa zdała egzamin i świetnie sprawdzi się na stałe :) W związku z tym dzisiaj skupię się na dniu szóstym i siódmym.




Dzień 6: Książka, która sprawia, że jesteś smutna

W tym przypadku od razu zdecydowałam się Oskara i panią Różę Erica-Emmanuela Schmitta - książeczkę bardzo niepozorną, na którą pewnie w ogóle nie zwróciłabym uwagi w księgarni, bo ani nie jest to fantastyka, ani nie znajduje się zapewne na dziale młodzieżowym. Jednak lekturę szkolną trzeba było przeczytać... Głównym bohaterem utworu jest mały Oskar umierający na białaczkę. Nie ma on wsparcia w rodzicach, ale zaprzyjaźnia się z tytułową panią Różą, starszą wolontariuszką. Oboje zdają sobie sprawę, że dni chłopca są już policzone, więc kobieta namawia go na pewną zabawę polegającą na tym, żeby traktował każdy dzień swojego życia jak 10 lat. Tym sposobem dziesięciolatek ma sposobność doświadczyć wszystkich blasków i cieni życia - przeżywa pierwsze zauroczenie, burzę hormonów, kryzys wieku średniego, a nawet... bierze ślub (oczywiście w przenośni). Jednak to nie wszystko - Oskar zaczyna też pisać listy do Pana Boga, w których dzieli się swoimi spostrzeżeniami i wątpliwościami dotyczącymi życia.
Utwór Schmitta można z całą pewnością uznać za wybitny, a sam pisarz dowodzi, że nie trzeba stosować nie wiadomo jakiego słownictwa i zapisywać wielu stron, żeby książka niosła ze sobą jakieś głębsze przesłanie. Listy Oskara uświadomiły mi kilka rzeczy: że życie to pożyczka, że prędzej czy później się skończy, że często jest niedoceniane, a przede wszystkim niesprawiedliwe - bo jak inaczej wytłumaczyć to, że Bogu ducha winien dziesięciolatek jest bliski śmierci, a najwięksi złoczyńcy mają się dobrze i nie zamierzają opuszczać tego świata...? Mówiąc krótko: Schmitt daje nam prawdziwą lekcję o życiu w dość minimalistycznym i na pierwszy rzut oka niepozornym wydaniu - lektura obowiązkowa!



Dzień 7: Książka, która sprawia, że się śmiejesz


Myślę, że wiele osób podzieli moje zdanie - jedyną książką, przy której mogę wręcz płakać ze śmiechu to Nowe przygody Mikołajka René Goscinnego z ilustracjami autorstwa Jean-Jacques'a Sempégo. Chyba każdy o niegrzecznym Mikołajku czytał albo chociaż o nim słyszał. Naprawdę, on i jego paczka biją na głowę wszystkie inne dzieci w literaturze - no, może oprócz tych z Bullerbyn :) Książka to po prostu kilkanaście krótkich historyjek o codziennym życiu, których narratorem jest Mikołajek.  Myślę, że każdy czytelnik może bez trudu utożsamić się z którymś z małych bohaterów - pupilkiem wychowawczyni Ananiaszem, wiecznie głodnym Alcestem czy też mięśniakiem Euzebiuszem. Tutaj też mamy do czynienia z niezbyt skomplikowanym językiem, który w połączeniu z genialnymi ilustracjami i charakterystycznymi bohaterami sprawia, że te 600 stron czyta się jak 50.

Myślę, że sam fakt, że ten tom Przygód Mikołajka przeczytałam w jeden wieczór i uśmiałam się przy tym do łez to najlepsza rekomendacja dla wszystkich, którzy jeszcze rozważają kupno i przeczytanie książki Sempégo i Goscinnego - naprawdę warto, świetnie odstresuje, a przy okazji wywoła na Twojej twarzy uśmiech, którym będziesz mógł/mogła zarażać innych.

A jakie książki wyróżnilibyście Wy w dniach szóstym i siódmym?


20 komentarzy:

  1. Sama właśnie przygotowuję to na brudno, więc na razie niczego nie zdradzam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiadanie Schmitta jest naprawdę dobre. W taki delikatny, nienarzucający się sposób porusza tak ważny temat.
    Mikołajka znam jedynie z animacji, książki nigdy nie miałam okazji przeczytać, ale być może kiedyś po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie znam tych pozycji, więc może skusze się na tą co się śmiejesz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. czytałam kilka ich książeczek! naprawdę są zabawne! pozdraiwam

    OdpowiedzUsuń
  5. Mikołajek <3
    W książkach z dnia szóstego podałabym Wichrowe Wzgórza, z kolei w siódmym "Mistyfikację" Candance Camp - kapitalna książka! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wichrowych wzgórz" jeszcze nie czytałam - tak, wstyd! O "Mistyfikacji" do tej pory nie słyszałam ;)

      Usuń
  6. Ja niestety po wielu książkach jestem smutna, bo się kończą. :( A smieje się, hm... "trochę większy poniedziałek" albo "Zemsta" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za "Zemstą" nie przepadam, kwestia gustu ;)

      Usuń
  7. Obie przeczytałam :) "Oskar i pani Róża" to była moja lektura gimnazjalna, jedna z lepszych. No dobra nie oszukujmy się. Była rewelacyjna. Nie płakałam, ale niewiele brakowało.
    A Mikołajek? Pożyczałam od koleżanki wszystkie grube tomiska, i darzę go szczególnym sentymentem :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie łzy lały się strumieniami przy obu książkach - w tym drugim: ze śmiechu ;)

      Usuń
  8. Oskar i Pani Róża to raczej dla mnie książka, która sprawia, że na mojej twarzy pojawia się uśmiech .. :)
    Mikołajka nie czytałam ;)
    Ostatnie tomy ukochanych serii - książki, po których jestem smutna .. :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnie tomy rzeczywiście zasmucają :<

      Usuń
  9. Czytałam tylko "Oscara i Panią Różę". Dla mnie to książka nie tyle smutna, ile refleksyjna :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam obie książki i uważam, że są niesamowite. "Oskar i pani Róża" jest jak cios, po którym zaczyna się naprawdę doceniać życie. A książki o Mikołajku, są chyba ponadczasowe, a ich humor nigdy nie wygaśnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W 100% się zgadzam, właśnie to chciałam przekazać czytelnikom :)

      Usuń
  11. Witaj :)
    Chciałabym Cię zaprosić do udziału w moim autorskim wyzwaniu - Czytam Opasłe Tomiska
    szczegóły tutaj: http://recenzjeami.blogspot.com/2014/02/wyzwanie-czytam-opase-tomiska_4.html

    OdpowiedzUsuń
  12. "Oskar..." - przeeepiękna! Czytałam, płakałam, wiele się nauczyłam. Niestety z Mikołajkiem nie miałam do czynienia. Przy 6 dniu pewnie postawiłabym jeszcze "Małego księcia". Przy 7 być może "SMS i miłosny stres" :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Mały Książę" nie zasmucił mnie tak bardzo, a o "SMS-ie..." jeszcze nie słyszałam ;)

      Usuń
  13. Ojejku... Trudny wybór...
    Z ostatnich książek bardzo zasmuciło mnie zakończenie "Klatki" Sary Antczak.
    A co rozśmieszyło? Hmm... "Bransoletka" Ewy Nowak oraz "Ostatnia Spowiedź" Niny Reichter :)

    OdpowiedzUsuń

1 komentarz to 1 uśmiech na mojej twarzy, więc dziękuję ogromnie za pozostawienie po sobie śladu :)